OFF Festival Katowice

Kiedy: 4.8.2017 - 6.8.2017

Bilety w przedsprzedaży już od 270zł

Miejsca imprez:

Dolina Trzech Stawów, Katowice | Pokaż pozycję na mapie

4.8.2017 09:00 Dolina Trzech Stawów Bilety
Pole namiotowe
4.8.2017 14:00 Dolina Trzech Stawów Bilety
Karnet 3-dniowy
Karnety 3-dniowe (4-6 sierpnia 2017):
    - 270 zł - w przedsprzedaży
    - 310 zł - od 10 kwietnia
    - 340 zł - od 10 lipca
    - 350 zł - od 4 sierpnia

Pole namiotowe (przedsprzedaż / od 4 sierpnia):
    - 60zł / 70zł

Szczegóły wydarzenia

OFF Festival


OFF Festival Katowice 2017: Od Afryki po Cosmos


Roztańczeni jazzmani, psychodeliczna gitarowa jazda i wsobne ballady – dzisiaj jak zwykle barwne i już ostatnie muzyczne ogłoszenie przed tegoroczną edycją OFF Festivalu.


Artyści OFF Festival 2017:





Anna Meredith

Sensacja sezonu, ale zostanie z nami na długo. Po entuzjastycznie przyjętym debiutanckim albumie „Varmints” oraz porywających koncertach na branżowych festiwalach Eurosonic Noorderslag i SXSW, nie ma cienia wątpliwości – narodziła nam się gwiazda. Charyzmatyczna osobowość sceniczna, ale też kompozytorka o śmiałej wizji. Recenzenci porównują ją do Björk czy Moderat, ale to nie wyczerpuje tematu. Meredith, absolwentka Royal College of Music, do niedawna stała współpracowniczka BBC Scottish Symphony Orchestra i Sinfonia ViVA, przemawia do nas własnym językiem, na nowo definiując granice nowej muzyki pop.

Anna von Hausswolff

Szwedzka wokalistka i kompozytorka z wizją. Tytuły jej płyt – „Singing From The Grave” (2010), „Ceremony” (2013), „The Miraculous” (2015) – mówią wiele o jej stylu. To ponury, ale piękny art pop, przesycony brzmieniem instrumentów klawiszowych, uszlachetniony podniosłą, ceremonialną, niemal kościelną atmosferą. Nie dziwią więc porównania do Kate Bush, chociaż Anna Von Hausswolff przemawia własnym artystycznym głosem.

Arab Strap

Lepiej niż dziennikarz „The Guardian” ująć tego nie można: „Rozpad Arab Strap uczynił świat miejscem lepszym, ale nie głębszym…”. Emocje serwowane przez ten szkocki duet, choć prawdziwe – a raczej dlatego, że tak boleśnie prawdziwe – trudne były do zniesienia. Kiedy jednak ich zabrakło, wszyscy zrozumieliśmy, jak ważnym i unikalnym zjawiskiem w brytyjskiej muzyce przełomu stuleci był Arab Strap. W 2016 roku modlitwy fanów zostały wysłuchane – Aidan Moffat i Malcolm Middleton znowu stanęli razem na scenie, świętując 20 urodziny formacji. Cieszymy się, że impreza przedłużyła się na tyle, byśmy mogli powitać Arab Strap w Katowicach.

Bastard Disco

Warszawski kwartet wyraźnie inspirowany hardcorem i noise rockiem z Ameryki, ale z własnym pomysłem na brzmienie. Ich płyta „Warsaw Wasted Youth” to w ostatnim czasie z pewnością jeden z najbardziej udanych gitarowych debiutów na rodzimej scenie. A koncerty: energia + trans. Z przykrością zawiadamiamy, że w tym roku na OFF Festival nie przyjedzie Daniel Johnston, któremu na letnią wizytę w Europie nie pozwoli stan zdrowia. Wierzymy w to, że wszystko będzie dobrze i Daniel pojawi się u nas w przyszłości. Jak zapełnić taką lukę w programie? Na szczęście udało nam się zaprosić inną legendę muzyki niezależnej, tym razem z Wielkiej Brytanii.

Batushka

„Oto Mądrość! Powstańcie! Przyjdźcie, pokłońcie się i upadnijcie przed, dam Wam usłyszeć radość i wesele, oto bowiem ja umiłowałem prawdę i w swej łaskawości wejrzę na Was i okażę Wam obfite moje miłosierdzie i moje zmiłowanie, jedyny raz w tym roku na ziemi polskiej” – raczył powiedzieć Христофор, poproszony przez nas o komentarz związany z wstępem enigmatycznej grupy Batushka na OFF Festivalu. Ukrywają swoje twarze, nie zdradzają przeszłości, budzą kontrowersje, ale debiutanckim albumem – „Litourgiya” (2015) – łączącym ekstremalny metal z tradycją muzyczną prawosławia, namieszali nie tylko na scenie blackmetalowej i okolicach. Ja wyżej wspomniał muzyk formacji, występ w Katowicach będzie w tym roku jedynym koncertem Batushki w Polsce.

Beak>

Trio z Bristolu, w którego skład wchodzą Geoff Barrow (filar grupy Portishead), Billy Fuller (znany ze współpracy z Robertem Plantem) i Will Young. Po co temu pierwszemu kolejna muzyczna awantura, skoro współtworzy jeden z najważniejszych zespołów naszych czasów? Wystarczy posłuchać: BEAK> to zupełnie inne inspiracje i emocje. Odwołując się do kraut rocka, minimalistycznych korzeni współczesnej muzyki elektronicznej i brytyjskiego tanecznego podziemia angielskie trio uzyskuje zupełnie nową jakość. Trans wciągający, ale i irytujący, rzucający słuchaczowi wyzwanie. Jak każda dobra muzyka.

Bitamina

Ta historia zaczęła się w Nowym Secyminie, na obrzeżach Kampinoskiego Parku Narodowego. Trzech chłopaków spędziło tu najdłuższe wakacje w życiu, tworząc album „Plac Zabaw”, który na lata pozostał tajemnicą undegroundu, ale już zdążył zyskać miano kultowego. Tej wiosny Bitamina powróciła kolejnym materiałem, zatytułowanym „Kawalerka” – z jednej strony jest to kontynuacja onirycznego, posthiphopowego słuchowiska z debiutu, ale z drugiej płyta bardziej dorosła i zaskakująca potencjalnymi przebojami. Trudno nie poddać się tej magii.

Bluszcz

Bracia Jarek (gitara, produkcja, głos) i Romek Zagrodny (gitara) stoją za tym nowym wrocławskim projektem, kolejnym nabytkiem Brennnessel Records, wytwórni prowadzonej przez muzyków KAMP! Ich debiutancki singel – „Aspen” – zachwycił sentymentalnym synthpopem z mocną akcentowaną gitarą i wszyscy czekamy na więcej. A także na koncert na OFFie, bo trudno o lepszą muzykę na lato.

Boris Grają „Pink”

Obserwowanie, jak muzyka się zmienia, jak artyści inspirują się nawzajem, jak to wszystko meandruje – czy może być przyjemniejsze zajęcie? Japończycy z Boris nazwę zespołu zaczerpnęli z tytułu piosenki Melvins, a dziś już sami uchodzą za klasyków, choćby za sprawą wydanej ponad dekadę temu płyty „Pink”. To był wyczekiwany, dziesiąty album kultowego już wtedy zespołu – a jednak udało im się wszystkich zaskoczyć i zmienić zasady gry. „Japońskie sludge’owe trio prezentuje swój najbardziej melodyjny, konwencjonalnie zbudowany i agresywnie uzależniający album, na którym flirtuje z shoegazem i ambientem” – zachwycał się recenzent Pitchforka. „<Pink> to godzinny album, na którym zespół poczuł potrzebę zaprezentowania swoich różnych osobowości bez dzielenia ich na osobne, stylistycznie jednorodne płyty” – wtórował Consequence of Sound.

Nic dodać, nic ująć – cieszymy się, że właśnie na OFFie „Pink” wybrzmi w całej swojej nieoczywistej okazałości.

C Duncan

Kompozytor i wokalista, który za debiutancki album „Architect” był nominowany do Mercury Music Prize, a kolejną płytą – „The Midnight Sun” (2016) – tylko potwierdził, że zasłużył na miano największego wrażliwca szkockiej sceny. Nikt jak C Duncan nie umie łączyć elegancji muzyki klasycznej ze słodką ascezą dream popu. A w piękny letni wieczór nikt nie zabrzmi lepiej.

Carla Bozulich

Urodzona w Nowym Jorku, wychowana w Kalifornii instrumentalistka, producentka, kuratorka, autorka i przede wszystkim właścicielka unikalnego głosu, z którym potrafi się odnaleźć w niemal każdym kontekście. Było już i punk-country formacji The Geraldine Fibbers, i rozimprowizowany post-industrial dowodzonej przez nią grupy Evangelista, i niezliczone wspólne nagrania z przyjaciółmi (od Xiu Xiu po Mike’a Watta). Solowe wcielenie Carli Bozulich – z wydanym w 2014 roku przez Constellation Records albumem „Boy” na czele – sama artystka uznaje za najbardziej „popowe”, ale nie dajcie się zwieść. Nie ma popu tak oryginalnego, śmiałego i intrygującego.

Circuit Des Yeux

Circuit des Yeux to artystyczne alter ego amerykańskiej wokalistki Haley Fohr. Nie jedyne zresztą – świat zna ją również jako tajemniczą, wyjętą spod prawa Jackie Lynn. W przypadku Fohr niemożliwe jest jednoznaczne ustalenie, gdzie kończy się prywatność a zaczyna sztuka. Intymne, niepokojące pieśni, zaśpiewane przez wokalistkę ciemnym, niskim głosem, trącają najczulsze struny w duszy odbiorcy, dochodzą do miejsc i emocji najgłębiej ukrytych. Najłatwiej sprawdzić to na przykładzie albumu „In Plain Speech” (Thrill Jockey, 2015), nagranego przez Circuit des Yeux w towarzystwie przyjaciół z alternatywnej sceny Chicago, muzyków związanych m.in. z formacjami Cave, Bitchin Bajas i Little Scream. To płyta „medytacyjna i hipnotyzująca” – orzekł recenzent Pitchforka i trudno mu nie przytaknąć.

Conor Oberst with Band

Gra nam i śpiewa od dwóch dekad z okładem. A my słuchamy i podziwiamy – za Bright Eyes, Desaparecidos, The Mystic Valley Band, Monsters of Folk i oczywiście nagrania solowe. Mało jest dzisiaj w muzyce równie angażujących opowiadaczy, którzy w dodatku swoje historie podają w tak fascynującej oprawie, łączącej folk, country i rocka – wszystko to obowiązkowo z przedrostkiem „alt”. Śpiewający poeta Conor Oberst wydał właśnie kolejny, znakomity album solowy, zatytułowany „Salutations”, i ruszył w drogę ze swoim koncertowym zespołem. Pewnego sierpniowego wieczoru zatrzyma się w Katowicach, by i nam opowiedzieć coś ważnego i pięknego.

Duży Jack

Zespół, który ponoć powstał po to, by pograć na koncercie numery Starych Singers – musiało nieźle wyjść, skoro zostali z nami na dłużej. Dużym Jackiem podłącza się dużą gitarę do dużego pieca, żeby zrobić duży hałas – i tego właśnie spodziewać się możecie zarówno po znakomitej, debiutanckiej płycie grupy („Uczucia”), jak i ich koncercie w Katowicach. Czysty destylat hardcore/noise/rock’n’rolla.

Feist

Leslie Feist to charyzmatyczna kanadyjska wokalistka, która kroczy własną ścieżką pomiędzy wysmakowaną muzyką alternatywną a oryginalnie interpretowanym amerykańskim folkiem. Ta wyjątkowość, słyszalna przede wszystkim na jej solowych płytach, ale i w jej wkładzie w Broken Social Scene, doceniana jest i przez fanów, i branżę. Feist może się pochwalić całym naręczem muzycznych trofeów – w tym Juno i Polaris Music – i nominacjami do najbardziej prestiżowych nagród świata – Grammy, BRIT Awards – a także licznymi piosenkami będącymi ozdobą filmów i reklam oraz repertuaru innych artystów (od coveru jej „Limit to Your Love” wystartowała przecież kariera Jamesa Blake’a). W tym roku możemy się spodziewać zarówno nowej płyty Broken Social Scene, jak i długo wyczekiwanego kolejnego albumu solowego Feist oraz – co dla nas szczególnie ważne – pierwszego koncertu artystki w Polsce. Oczywiście, na OFF Festivalu.

Frankie Cosmos

Najnowszy, wydany przed rokiem album Frankie Cosmos nosi tytuł „Next Thing”, a powinien „The Next Big Thing”, bo wyciągnął tę utalentowaną młodą damę z zacisza własnej sypialni i czeluści internetu na sceny najlepszych festiwali i pod lupę opiniotwórczych mediów muzycznych. Wtedy okazało się, że Frankie Cosmos naprawdę nazywa się Greta Kline i jest córką bardzo sławnych rodziców (pary aktorskiej Kevina Kline’a i Phoebe Cates), ale wszystko, co do tej pory osiągnęła zawdzięcza sobie – i tym inteligentnym, chwilami zabawnym, czasem melancholijnym piosenkom. Dzisiaj zresztą Frankie Cosmos to już nie tylko jej pseudonim sceniczny, ale nazwa stworzonego przed dwoma laty pełnoprawnego zespołu. Frankie Cosmos zagrają na OFFie w zastępstwie grupa LVL UP, która odwołała swoją obecność na letnich festiwalach w Europie.

Frele

Zaczęło się od „Achima”, czyli śląskiej przeróbki „Hello” z repertuaru Adele, która stała się hitem YouTube’a. Dziewczyny poszły więc za ciosem, wrzucając do sieci kolejne nagrania i zaczynając z powodzeniem koncertować pod tym szyldem. Marcelina Bednarska, Marta Skiba i Magdalena Janoszka znały się już wcześniej – z zespołu So What i ze szkoły, katowickiego Studia Wokalistyki Estradowej. Czego spodziewać się po ich koncercie na OFF-ie? Sprawa jest prosta – będą fest dobre szlagiery.

Group A

Rezydujący w Berlinie japoński duet, łączący awangardową muzykę z poezją, sztuką performatywną i malarstwem. Od pięciu lat nieustraszone Tommi Tokyo (syntezatory, głos, instrumenty perkusyjne) i Sayaka Botanic (skrzypce, taśmy) prowadzą poszukiwania na granicy industrialu, współczesnej muzyki improwizowanej, techno i noise’u, każdy koncert zamieniając w eksperyment muzyczny i wizualny.

Guiding Lights

Warszawskie trio z amerykańską, garażową muzyką. Rzecz dla fanów punka ze Wschodniego Wybrzeża i tych wszystkich fajnych zespołów z Seattle, które nie załapały się na kontrakty z mejdżersami. Jest energia, przekaz, brud i nośne refreny. Jest też zbierający entuzjastyczne recenzje album „New Ways to Feel Bad” wydany wiosną przez Instant Classic.

Helado Negro

„Nikt nie brzmi tak jak on, w żadnym gatunku muzyki” – jeśli w recenzjach twojej płyty pojawiają się tego rodzaju sformułowania, to znaczy, że coś się udało. Rzeczywiście, Roberto Carlos Lange – urodzony na Florydzie syn imigrantów z Ekwadoru – potwierdził swoim ostatnim albumem „Private Energy”, że nie jest sezonową ciekawostką, ale jednym z najbardziej oryginalnych głosów współczesnej amerykańskiej sceny. Eklektycznie połączenie bogatego dziedzictwa muzyki Ameryki Łacińskiej z sennym electro-popem i politycznym zaangażowaniem dało fascynujący efekt. „Brzmi, jakby rzucał na nas urok” – zauważył recenzent Pitchforka. Tak, tak to brzmi.

Hexa

Jamie Stewart nie po raz pierwszy pojawi się na OFFie. Mało tego – jego ostatnia wizyta również wiązała się z osobą kultowego reżysera Davida Lyncha. Xiu Xiu, macierzysta formacja Stewarta, poddała wówczas brawurowej reinterpretacji muzykę znaną z serialu „Twin Peaks”. Tym razem będzie mniej przebojowo – Jamie i towarzyszący mu australijski artysta Lawrence English stworzyli wspólnie ścieżkę dźwiękową do wystawy fotografii autorstwa Davida Lyncha. Już sam jej tytuł sugeruje z czym możemy mieć do czynienia – i rzeczywiście, HEXA gra muzykę idealnie pasującą do opuszczonych fabryk, z jednej strony surową i szorstką, z drugiej na swój sposób poetycką.

Idles

Tu nie ma się specjalnie nad czym rozwodzić – tego trzeba posłuchać i trzeba to zobaczyć. Idles pochodzą z Bristolu i zeszli się ponoć, by zatańczyć na grobie lokalnej sceny niezależnej. Grają post-punka. Twierdzą, że czasem nie da się go słuchać, ale w tym miejscu akurat mijają się z prawdą. „Brutalism”, pełnowymiarowy album Idles, to kawał znakomitej muzyki, ale zarazem tylko część prawdy o zespole. Swoje prawdziwe oblicze odsłaniają na koncertach: dzikich, bezwstydnych i gwałtownych.

Idris Ackamoor & The Pyramids

Brzmienia Afryki mają na OFFie ma swoich oddanych wyznawców – im wystarczy po prostu informacja, że Idris Ackamoor pojawi się u nas ze swoimi Piramidami i popłynie muzyka. Idris – a właściwie Bruce Baker – to multiinstrumentalista, kompozytor i działacz społeczny z Chicago. Swój zespół powołał do życia w latach 70., jako część Black Music Ensemble Cecila Taylora, ale formacja ostatecznie okrzepła i wykształciła swój oryginalny styl, łączący wspomniany wcześniej afrobeat z free jazzem, podczas licznych tras po Afryce. Od końca lat 70. The Pyramids działają z przerwami, ale w ubiegłym roku znów powrócili wspaniałym, zaangażowanym albumem „We Be All Africans”.

Janka Nabay & The Bubu Gang

Dla zamieszkującego Sierra Leone ludu Temne muzyka bubu jest częścią tożsamości i ważnym elementem obrzędowości. Grana przez wieloosobowe składy, dmące w bambusowe piszczałki, nie zmieniała się przez wieki, aż pojawił się Janka Nabay, który zrewolucjonizował tradycję, dodając hipnotyczny rytm i przekładając język tej muzyki na mowę syntezatorów i gitar. Rezultat to kipiące energią koncerty i znakomite materiały studyjne, z „En Yay Sah“ i najświeższym „Build Music” na czele. Będziecie pląsać.

Jessy Lanza

Producentka i wokalistka z Kanady, która zaczynała przygodę z muzyką od fortepianu, klarnetu i jazzu, by w dorosłość – i artystyczną dojrzałość – wkroczyć piosenkami, które jednocześnie ujmują popową chwytliwości, i intrygują nowoczesną, poszukującą formą. Jej najnowszy album – „Oh No” (2016) – to kolejny owoc twórczej kolaboracji z Jeremym Greenspanem z Junior Boys i potwierdzenie, że Jessy to na dzisiejszej scenie głos równie czarujący, co osobny.

Kikagaku Moyo

Nazwa Kikagaku Moyo oznacza – jak doskonale wiecie – geometryczne wzory. I jest w tym sporo ironii, bo choć w muzyce japońskiego zespołu znajdziecie rozbudowane, ale zdyscyplinowane struktury o artrockowej proweniencji, gną się one i rozpuszczają w psychodelicznym kwasie. Nawiązującym z jednej strony do krautrocka, z drugiej do indyjskich rag, a z trzeciej wreszcie do ich lokalnych tradycji takiego grania, z Acid Mothers Temple na czele. Próbkę ich brzmienia znajdziecie w klipie zapowiadającym OFF Festival Katowice 2017.

Kikagaku Moyo powstali w Tokio w 2012 roku, ale dorobili się już czterech albumów, z których najnowszy – „House in the Tall Grass“ – to już naprawdę wysokie loty, bez uwięzi. Odważycie się do nich dołączyć?

Kobieta z wydm

Nazwa nowa, ale twarze doskonale znane bywalcom OFFa. Błażej Król jest właściwie jednym z artystów-rezydentów naszego festiwalu. Grał u nas i z Kawałkiem Kulki, i z UL/KR, i jako Król, i z projektem Lauda, który współtworzy z żoną Iwoną. Ale w Kobiecie z wydm jest też ten trzeci – Mateusz Rychlicki, perkusista Kristen, ale i składu koncertowego Króla. Debiutancki album Kobiety z wydm, zatytułowany „Bental”, nie zaskoczy więc tych, co pilnie śledzą twórczość wyżej wspomnianych – to wciąż niepokojące, mroczne, ale i liryczne piosenki o tym, co się stanie jeśli ten smak zostanie na ustach do końca…

Kornél Kovács

Z pochodzenia Węgier, z urodzenia i wychowania Szwed, z wyboru obywatel świata – producent i DJ łączący w swojej twórczości wpływy muzyki tanecznej z całego globu, od Afryki przez Baleary po Detroit. W 2010 roku wraz z Axelem Bomanem i Petterem Nordkvistem założył wytwórnię Studio Barnhus, która w ubiegłym roku wydała „The Bell”, debiutancki album Kovács, wypełniony bezpretensjonalną, radosną, ale zarazem niegłupią muzyką. Będziemy tańczyć.

Kwadrofonik i Artur Rojek

Niezwykła to musi być rzecz, że połączyła Kwadrofonik – jeden z najbardziej oryginalnych i wizjonerskich zespołów na polskiej scenie – z Arturem Rojkiem, dyrektorem artystycznym naszego festiwalu, ale i wokalistą, czerpiącym z różnych tradycji muzyki alternatywnej. I rzeczywiście – „Industrial Symphony No. 1”, którą w porozumieniu z Davidem Lynchem i w nawiązaniu do jego filmów skomponował Angelo Badalamenti, jest co najmniej niezwykła. To melancholijna opowieść o miłości, samotności i ciemności. Mroczny musical, którego brzmienia Kwadrofonik przepisał na charakterystyczne dla siebie instrumenty (fortepian, perkusję, marimbę czy syntezatory), a którego głosem – zastępującym oryginalne partie Julee Cruise – został Artur Rojek. „Symfonię przemysłową Nr 1” zobaczycie i usłyszycie na OFF-ie, ale później może do was wracać w snach…

L.Stadt

Lubią zaskakiwać. Mają już za sobą epizod indierockowy, surfrockowy i przygodę z country. Ta ostatnia, zwieńczona znakomitym mini-albumem „You Gotta Move”, miała miejsce w 2013 roku, więc dobrych parę lat czekaliśmy na kolejny ruch grupy. I wreszcie jest – fascynujący, oryginalny, wielowątkowy album koncepcyjny „L.Story”, stworzony do tekstów Konrada Dworakowskiego, dyrektora łódzkiego Teatru Lalki i Aktora „Pinokio”, ze współudziałem Wielkiego Chóru Młodej Chorei. Nie możemy się doczekać scenicznej prezentacji tej muzyki.

Lor

Ubiegłoroczna sensacja, która coraz piękniej rozkwita na polskiej scenie niezależnej. Cztery niezwykle utalentowane nastolatki z Krakowa, które poznały się w szkole muzycznej i zaczęły razem czarować. Pierwszym rozdziałem tej historii był urzekający utwór i klip „Windmill”, kolejnymi – doskonale przyjmowane koncerty. A to przecież wciąż dopiero początek tej fascynującej opowieści.

Lvl Up

Trzecia płyta LVL UP, wydana z nalepką Sub Pop „Return to Love”, to kwintesencja gitarowej energii i zarazem wzorzec amerykańskiego indie-rocka. Dowód na to, że Pavement, Neutral Milk Hotel czy Dinosaur Jr. mają pojętnych uczniów. Przed nowojorskim kwartetem kroczy też sława znakomitego zespołu koncertowego – co potwierdzili chociażby występami na ostatniej edycji festiwalu SXSW w Austin.

Łoskot

Długo wyczekiwany powrót. Jedna z najważniejszych formacji yassu wystąpi na OFF Festivalu w składzie: Mikołaj Trzaska / Olo Walicki / Piotr Pawlak / Macio Moretti. Można by myśleć, że to tylko – skądinąd nieszkodliwa – sentymentalna podróż w przeszłość, miłe wspomnienia dla tych, którzy yassową rewolucję przeżywali na bieżąco oraz lekcja historii dla młodzieży. Ale przecież znana jest nam – i wam – bezkompromisowość Mikołaja i jego kolegów, a to oznacza, że na tym koncercie wszystko się może zdarzyć. I zapewne nigdy już się nie powtórzy.

Made in Poland „Martwy Kabaret”

Krakowska grupa, która wyewoluowała z punkowej załogi Exhumacja. Jedni z czołowych przedstawicieli polskiej zimnej fali, czyli po prostu posępnego, hipnotyzującego post-punka. Gitarowe rewolucje do PRL-u docierały z opóźnieniem, trudno się więc dziwić kultowemu statusowi Made In Poland, zespołu który jako jeden z nielicznych w tamtym czasie nawiązywał świadomy dialog z muzyką, którą grało się na świecie. Niestety, album „Martwy kabaret”, który mógłby powstać w połowie lat 80. wówczas nie został nagrany, bo cenzura odrzuciła teksty grupy. Wydany został w 2008 roku jako zbiór nagrań archiwalnych, które – jak się okazało – nic nie straciły ze swojej mocy.

Mapa

Wydany w 1998 roku debiutancki i zarazem jedyny album Mapy, zatytułowany „Fudo”, to dziś płyta zasłużenie kultowa. Marcin Dymiter (wówczas gitarzysta Ewy Braun i Mord, później i obecnie ceniony producent i muzyk poruszający się po obrzeżach elektroniki i muzyki improwizowanej) i Paul Wirkus (mieszkający i tworzący w Niemczech perkusista z korzeniami w punkowym Słupsku) stworzyli wciągające dzieło oscylujące pomiędzy elektroniką a post-rockiem. Recenzenci byli zachwyceni (wliczając „The Wire”), publiczność na koncertach również, ale projekt szybko przestał istnieć. Dziś wraca i dowodzi, że dobra muzyka nigdy się nie dezaktualizuje.

Mateusz Franczak

Jego debiutancki album solowy nosi tytuł „Long Story Short”, więc będziemy się streszczać, chociaż artystyczna biografia Franczaka jest już wystarczająco bogata na dłuższą opowieść. Ten multiinstrumentalista i improwizator znany jest m.in. z zespołów Daktari i HOW HOW, a także współpracy m.in. z Hugo Racem, Piotrem Kurkiem, Maciejem Cieślakiem i Karoliną Rec. Na solowej płycie odłożył na chwilę saksofon, z którym się kojarzy, a chwycił za gitarę i zaczął śpiewać. Będziecie urzeczeni.

Michael Gira

Michael Gira pojawi się w Katowicach na czele Swans, w roli kuratora jednego dnia na Scenie Eksperymentalnej, ale także z koncertem solowym. W przeciwieństwie do ściany dźwięku generowanej na koncertach Swans, solowe występy artysty to doświadczenie bardzo intymne. „I Am Not Insane” zapewniał w tytule jednej z nagranych w pojedynkę płyt i rzeczywiście, w tym wcieleniu jest bardzo skoncentrowany i wyciszony, ale nie mniej fascynujący.

Występ artysty na OFFie odbywa się w ramach jego kuratorskiego programu Mouth To Mouth.

Mirt + Ter

Elektronika bez laptopów i komputerów. Mirt to muzyk, grafik, wydawca i współtwórca pierwszej polskiej manufaktury produkującej syntezatory modularne XAOC Devices. Wydał kilkanaście albumów, a na scenie mogli go zobaczyć i usłyszeć choćby ci, którzy przybyli jesienią na jeden z krakowskich koncertów Mike’a Pattona. Ter jest jedną z niewielu kobiet w Polsce, które grają na żywo na syntezatorach modularnych. Przez lata występowała w zespole Brasil and the Gallowbrothers Band, by w 2013 roku zadebiutować solo albumem „Fingerprints”. Razem Mir + Ter płyną dokąd ich improwizacja poniesie, w gęstym, ponurym strumieniu niepokojących dźwięków.

Mitch & Mitch

Niby z Warszawy, a jakby trochę z Brazylii. Niby znane twarze, a muzyczna kuchnia zawsze pełna niespodzianek. Mitch & Mitch są z OFF Festivalem od początku. Grali już u nas i country, i cudzesy, których szkoda, że nie skomponowali, i pieśni Zbigniewa Wodeckiego, które na szczęście on skomponował, a oni pomogli mu odkurzyć – i zawsze było najlepiej. Niedawno wydali nowy album, nagrany z gościem z Brazylii, Kassinem, zatytułowany „Visitantes Nordestinos”, co zapewne nie pozostanie bez wpływu na ich koncertowy program. Zresztą, czegokolwiek by nie grali, i tak będziemy tańczyć.

Moor Mother

Poszukujecie mocnych wrażeń? Zapraszamy na koncert Moor Mother. To Camae Ayewa, interdyscyplinarna artystka z Filadelfii, której debiut „Fetish Bones” uważamy za jedną z najważniejszych płyt minionego roku – choć zbyt radykalną, by zaakceptowała ją szeroka publiczność. Ta płyta jest kroniką, skargą i buntem, jest strumieniem świadomości płynącym z kolektywnej i indywidualnej pamięci afroamerykańskiej kobiety. Porównania w recenzjach do „Skowytu” Allena Ginsberga z jednej, ale też „COIN COIN” Matany Roberts czy nawet „To Pimp A Butterfly” Kendricka Lamara są więc jak najbardziej uzasadnione, ale przekaz i muzyka Moor Mother są znacznie bardziej gwałtowne, żywe i gniewne.

New People

Siedmioosobowy zespół postpopowy, wykonujący rzadką na polskiej scenie miksturę muzycznych smaków z lat 70. ubiegłego wieku – soft rocka, disco i soulu. Melodyjne to, wielobarwne i ambitne, ale na amatorów nie trafiło. New People tworzą bowiem muzycy znani z innych formacji: Alicja Boratyn (Wicked Giant), Jakub Czubak i Piotr Piechota (The Car Is On Fire), Aleksander Orłowski (Magnificent Muttley), Natalia Pikuła (Drekoty), Jakub Sikora (Crab Invasion, ZaStary) i Hubert Woźniakowski (Eric Shoves Them In His Pockets).

Noura Mint Seymali

Griotka z Mauretanii, która fenomenalnym, potężnym głosem opowiada historię północnoafrykańskich nomadów, wzmacniając swój przekaz – i torując sobie drogę do zachodniej publiczności – akompaniamentem, który odnosi się zarówno do jej rodzimych tradycji, jak i do spuścizny psychodelicznego rocka. Jej debiutancki album „Tzenni”, zdominował wiele zestawień z muzyką world za rok 2014, a wydana jesienią 2016 roku płyta „Arbina” tylko potwierdziła, że Noura Mint Seymali to dziś królowa Sahary.

Oliver Coates

Wiolonczelista, kompozytor i producent z Wielkiej Brytanii. Absolwent prestiżowej Royal Academy of Music i członek znakomitego zespołu London Contemporary Orchestra, którego grę podziwialiśmy choćby na albumie „A Moon Shaped Pool” Radiohead, a także w nagraniach Massive Attack czy Actress. Na szczęście Oliver Coates znajduje też czas na to, by nagrywać solo, a jego najnowszy album „Upstepping” to jedyne połączenie muzyki poważnej z nową muzyką taneczną, od deep house po footwork. Na koncertach trudno się ponoć zdecydować – słuchać w skupieniu czy pozwolić ciału podążyć za rytmem?

Phurpa

Rosyjski kolektyw muzyczny, odwołujący się do przesiąkniętej magią i tajemnicą starożytnej tradycji religijnej Bön, rozpowszechnionej w Tybecie jeszcze zanim w tamte strony przywędrował z Indii buddyzm. Przeszywająca, mistyczna muzyka grupy oparta jest na grze na rytualnych instrumentach i śpiewie alikwotowym, wykorzystującym specjalną tantryczną technikę.

PJ Harvey

Znakomita kompozytorka, poetka, instrumentalistka i wokalistka, charyzmatyczna osobowość sceniczna. Jedyna w swoim rodzaju Polly Jean, którą podziwiamy od lat i we wszystkich jej wcielaniach – i tym najdawniejszym, chropowatym, postpunkowym, i tym szlachetnym, kameralnym z albumu „White Chalk” i natchnionym, zaangażowanym, folkrockowym z „Let England Shake” i „The Hope Six Demolition Project”. Imponuje nam to, że PJ Harvey chce pieśnią zmieniać świat i wierzymy, że wielu z nas przekona w Katowicach, że warto się do tego dzieła przyłączyć.

Preoccupations

Kolejni goście z Kanady, autorzy sensacyjnego debiutu z 2015 roku, który nosił tytuł taki sam jak ówczesna nazwa grupy – „Viet Cong”. Okazało się jednak, że nawiązanie do komunistycznej armii Wietnamu nie dla wszystkich jest do udźwignięcia, więc zespół przechrzcił się na Preoccupations, wydając jesienią 2016 roku drugą płytę – zatytułowaną po prostu „Preoccupations”. Równie dobrą jak debiut, ale znacznie bogatszą, postpunkową jazdę wzbogacającą o nowe elementy, od industrialu, przez noise i ambient po shoegaze. Jak słusznie zauważył recenzent Pitchforka, Preoccupations kłaniają się zarówno Swans, jak i Echo And The Bunnymen, ale komunikują się z publicznością własnym, żywym językiem.

Pro8l3m

Kto widział ich niesamowity występ dwa lata temu, mógłby się założyć – choćby o stówę – że do nas wrócą. I wygrałby zakład. Nikt jednak nie byłby w stanie przewidzieć, że nostalgiczny i uliczny zarazem vibe „Art Brut” zostanie przez PRO8L3M zamieniony na dystopijne, futurystyczne wizje, zebrane w ambitnej formie albumu koncepcyjnego. Płyta zatytułowana po prostu „PRO8L3M” umocniła pozycję Oskara i Steeza na scenie, ale też dowiodła, że hiphopowe horyzonty właściwie nie znają granic.

Ralph Kaminski

Życzylibyśmy sobie na polskiej scenie pop – no dobrze, na jej alternatywnych obrzeżach… – więcej tak dojrzałych i oryginalnych debiutów jak ubiegłoroczne „Morze” Ralpha Kaminskiego. Ten utalentowany młody człowiek zaczynał przygodę z muzyką od skrzypiec, by skończyć wokalistykę na gdańskiej Akademii Muzycznej. Były też pierwsze zespoły, konkursy, a nawet udany występ w Opolu. Doszliśmy jednak do wniosku, że melancholijna, żarliwa muzyka Kaminskiego znacznie lepiej pasować będzie do scen OFF Festivalu i gustów jego uczestników.

Raphael Rogiński

Potwierdziliśmy już jego udział w tegorocznym OFF Festivalu – w ramach duetu Żywizna. Ale Raphael zagra jeszcze jeden, solowy koncert. Ten znakomity i bardzo oryginalny gitarzysta w naturalny sposób łączy różne tradycje i techniki, od bluesa przez jazz po surf. W Shofar, Cukunft, Alte Zachen kreował w Polsce nową muzykę żydowską, w formacjach Wovoka i Shy Albatross dokopywał się wspólnych nam wszystkim – ponad krainami i epokami – muzycznych korzeni, w Żywiźnie rekonstruuje tradycję muzyki kurpiowskiej. Solo… wszystko jest możliwe.

Richard Dawson

Szalony bard z Newcastle. Jedni widzę w nim brytyjską odpowiedź na twórczość Captaina Beefhearta, inni z upodobaniem śledzą tropy, które wiodą od przedwiecznych celtyckich hymnów, przez korzenie bluesa aż po – rzekomo – pieśni z azjatyckich stepów. Bez wątpienia jednak jest Richard Dawson głosem absolutnie oryginalnym na współczesnej scenie, czego dowodzi album „Nothing Important“, wydany przez Weird World/Domino. Doskonale ujął to recenzent The Quietus: „Czasem brzmi to głęboko, boleśnie intymnie, ale jest również dowcipne, sprośne, surrealistyczne, niepokojące, nostalgiczne, krzykliwe i nieustraszenie wyjątkowe”.

Royal Trux

Nie zawsze rozpad zespołu oznacza złe wieści – zakończenie działalności punkowej formacji Pussy Galore oznaczało na przykład powstanie dwóch innych, znakomitych grup. Pierwsza z nich to Jon Spencer Blues Explosion, druga – Royal Trux. Duet, w którym Neil Hagerty i Jennifer Herrema przez całe lata 90. realizowali autorską wizję noise rock’a (czy raczej: noise rock’n’rolla). Na OFF-ie świętować będziemy powrót Royal Trux na scenę po kilkunastu latach milczenia. Mamy nadzieję, że na dobre, bo świat potrzebuje takiej energii.

Ryley Walker

Przybywa do nas z Rockford, w stanie Illinois. Przywozi gitarę, nas którą po wirtuozersku panuje i przy pomocy której komponuje misterne, urokliwe piosenki. Ryley Walker łączy w swojej muzyce dwie tradycje – hippisowskiej, psychodelicznej muzyki, która snuje się bez końca i folkowych, czy nawet bluesowych opowiadaczy, którzy grają surowo i prosto, bo takie jest życie. Jego najnowsza płyta „Golden Sings That Have Been Sung” – jak sugeruje tytuł – zawiera w sobie sporo złota, które pięknie zalśni w sierpniowym słońcu.

SALK

Nowe odkrycie wytwórni Nextpop, a więc muzyka krucha, poetycka, pełna emocji. Ich potwierdzenie znajdziecie na wydanym w kwietniu albumie „Matronika”. SALK – pełna nazwa formacji to Selkie & Lighthouse Keepers – to Marcela Rybska (głos, ukulele, pianino, gitara), Michał „Mamut” Sarapata (bas, produkcja) i Mateusz „Majster” Sarapata (perkusjonalia i elektronika).

Shame

Zespół z Londynu, który przywraca wiarę w młode gitary – muzycznie frapujący, scenicznie porywający, politycznie świadomy. Bezczelny i przebojowy. Nawiązujący do bogatego dziedzictwa brytyjskiego punka, ale i nie bez wpływów nowej muzyki ulicy, od The Streets po Sleaford Mods. Wydany jesienią 2016 debiutancki singel Shame – „The Lick / Gold Hole” – witany był owacyjnie, na dużą płytę wszyscy czekają z niecierpliwością. My również na ich występ w Katowicach.

Sheer Mag

Wystarczy posłuchać epek tej grupy z Filadelfii, by wszystko stało się jasne – mamy do czynienia z zespołem, który mógłby z powodzeniem grywać u boku MC5, Stooges czy New York Dolls, ale miał pecha i nie zrobił kariery… Informacja, że powstali w 2014 roku niczego tu nie zmienia. Tak udanej mikstury wczesnego punka z hard rockiem kłaniającym się Led Zeppelin czy Thin Lizzy nie da się po prostu wymyślić. Tym trzeba żyć.

Shellac

Gdyby stworzyć listę artystów, których obecności na OFF-ie najbardziej usilnie domagają się stali bywalcy festiwalu, Shellac na pewno miałby miejsce na podium. Zupełnie nas to nie dziwi – trio, którym dowodzi charyzmatyczny muzyki i producent Steve Albini, pod każdym względem wpisuje się w naszą OFF-ową ideologię: grają swoje, na własnych warunkach i mają gdzieś opinię innych. Shellac podtrzymuje najlepsze tradycje amerykańskiej niezależnej muzyki gitarowej, ale bynajmniej nie mamy do czynienia z muzeum hardcore’a i noise rocka – wystarczy posłuchać „Dude Incredible” (2014), ich ostatniej póki co płyty, by zrozumieć, że to żyje! A na koncercie w dodatku potrafi nieźle kopnąć w dupę.

Siksa

Duet, który wprawia w zakłopotanie i zachwyca zarazem – surową formą i bezkompromisowym słowem. Jak mówią sami o sobie, „SIKSA to infantylny i aspołeczny koszmar ze scen punkowych, teatralnych i literackich”, to „pyskata literatura krzyczana do wulgarnych pochodów basowych, wypluwana tu i teraz przez nie-aktorkę i nie-muzyka…”. I jeszcze, wychodząc naprzeciw co bardziej leniwym słuchaczom, sami podpowiadają porównania – że SIKSA jest trochę jak Britney Spears, a trochę jak Guernica Y Luno. Najlepsze jest to, że to prawda.

Silver Apples

Od pół wieku w awangardzie – i ani kroku w tył. Wystarczy posłuchać „Clinging to a Dream”, wydanego w 2016 albumu Sliver Apples, pierwszego od niemal dwóch dekad z nowym materiałem, by przekonać się, co wciąż potrafi Simeon Coxe, uzbrojony w swoje elektroniczne laboratorium. Gościliśmy na OFF-ie bohaterów kraut rocka i wizjonerów poszukującej elektroniki, więc najwyższy czas sprawdzić u źródła, skąd się to wszystko wzięło…

Spoiwo

Reprezentantów sceny trójmiejskiej zawsze witamy na OFF-ie chlebem, solą i nadstawianiem ucha, bo to zawsze intrygujące, oryginalne dźwięki. Nie inaczej sprawy się mają z formacją Spoiwo, prezentującą autorską wizję post-rocka, która budzi zainteresowanie również poza granicami naszego kraju. Jak to muzyka, która przekracza granice gatunków.

Swans

Każdy wie, że w górach zejście ze szlaku oznacza śmiertelne niebezpieczeństwo. Amerykański zespół Swans sporo więc ryzykował, mierząc wysoko i nigdy nie trzymając się wytyczonych szlaków. Udało im się jednak nie tylko przeżyć swoich rówieśników – innych pionierów nowojorskiej sceny no wave – ale też wymyślić się dwukrotnie na nowo, przy okazji kreując zupełnie nowe zjawiska muzyczne, które podchwycili inni. Wydany w 2016 roku album „The Glowing Man” znowu zaskoczył, choćby pojawieniem się obok potężnych kaskad dźwięku utworów wyciszonych, intymnych. Ale to wciąż nie jest muzyka lekka, łatwa i przyjemna – większość współczesnych wokalistów krzyczy mniej intensywnie, niż Michael Gira szepcze.

Triumfalny pochód obecnego wcielenia Swans, zapoczątkowany monumentalnym albumem „My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky” dobiega jednak końca – zespół przyjeżdża na OFFa, by pożegnać się z nami w obecnej formule. Nie będziemy płakać, bo Michael Gira na pewno znów wymyśli coś, co nami wstrząśnie – będziemy świętować. Tym bardziej, że Apokalipsa według Swans potrwa nie tyle, co zwyczajny, festiwalowy set, ale co najmniej dwie i pół godziny. Jesteście gotowi dać się pożreć?

Talib Kweli Live

Raper i aktywista z Brooklynu. Pojawił się na naszych radarach jako połowa duetu Black Star, współtworzonego z Mos Defem. 15 lat temu zadebiutował albumem solowym, adekwatnie zatytułowanym „Quality” – bo techniczna biegłość i muzyczna świadomość idzie u niego w parze ze społecznym i politycznym zaangażowaniem. Współpracował m.in. z Kanye Westem, The Roots i Madlibem, pomagał w karierze początkującemu Kendrickowi Lamarowi. Wiecznie poszukujący Talib Kweli jest jednym z najważniejszych i najbardziej oryginalnych przedstawicieli amerykańskiego hip-hopu – taka postawa niekoniecznie prowadzi na szczyt „Billboardu”, ale jesteśmy przekonani, że na OFF-ie będzie się czuł jak w domu.

The Black Madonna

The Black Madonna na scenie oznacza, że będzie się działo. Przyjeżdża do nas jedna z najbardziej szanowanych i najpopularniejszych didżejek, opierająca sety na kruchej równowadze pomiędzy sprawdzonymi hitami i odważnymi odkryciami, ceniona producentka – by wymienić tylko „Exodus” i „A Jealous Heart Never Rests” – i rezydentka kultowego Smart Bar w Chicago, który pod jej kuratelą zyskał miano jednego z najlepszych klubów Ameryki. Przyjeżdża do nas rewolucjonistka.

„Muzyka taneczna potrzebuje riot grrrls. Muzyka taneczna potrzebuje Patti Smith. Potrzebny jest jej DJ Sprinkles. Muzyka taneczna potrzebuje dyskomfortu i towarzyszącej mu euforii. Muzyka taneczna potrzebuje soli w swoich ranach. Muzyka taneczna potrzebuje kobiet po czterdziestce. Potrzebuje karmiących piersią didżejek, które muszą położyć dzieci, zanim wyjdą na scenę. Muzyka taneczna potrzebuje nawiedzonych gejów i nastolatków, którzy mają dość tego gówna. Muzyka taneczna potrzebuje dziennikarzy i krytyków, i akademików, i historyków. Muzyka taneczna potrzebuje ludzi biednych i ludzi, którzy nie mają odpowiednich butów, żeby wejść do klubu” – powiedziała kiedyś The Black Madonna, kobieta która na naszych oczach zmienia kulturę klubową. Wierzymy, że jej występ na OFF-ie i nas odmieni.

The Fruitcakes

Oni są z Trójmiasta, ich dźwięki – głównie z lat 60. Zainspirowana twórczością Beatlesów i psychodelicznym rockiem tamtej epoki grupa zarejestrowała niedawno debiutancki album, zatytułowany „The Fruitcakes 2”, pod okiem Macieja Cieślaka. Płyta ukaże się w czerwcu nakładem Let’s Hope Aliens Are Vegan Records / PIAS.

The Men

Z uwagą śledzimy nową scenę punkową zza oceanu i chętnie zapraszamy jej przedstawicieli, więc prędzej czy później musiało do tego dojść... Prosto z najlepszych garaży Brooklynu na katowicką scenę – The Men! Z jednej strony pełni szacunku dla tradycji, utożsamianej nie tylko z The Velvet Underground, ale też na przykład z Fugazi, z drugiej śmiało włączają do swojej wizji hałasu brzmienia nawet tak odległe jak country. Noise swój słyszą ogromnym, czego dowodem są nie tylko takie znakomite płyty jak „Open Your Heart”, „New Moon” czy „Devil Music”, ale podobno również koncerty The Men. Wkrótce się przekonamy.

The Oh Sees

Gościliśmy ich już na OFFie, ale w tym przypadku o rutynie nie może być mowy. Od ostatniej wizyty w Katowicach Amerykanie zdążyli przecież wydać cztery pełne płyty – „Drop”, „Mutilator Defeated at Last”, „A Weird Exits” i „An Odd Entrances” – zmieni skład i parę razy wymyślić się na nowo. Jedno tylko, najważniejsze, pozostało bez zmian – nikt lepiej od tej kalifornijskiej formacji nie zna się na ślepej na gatunkowe granice garażowej psychodelii.

This Is Not This Heat

No więc właśnie. To nie jest This Heat. Choć oczywiście mamy do czynienia z zespołem, który kontynuuje dzieło kultowej brytyjskiej grupy, z Charlesem Bullenem i Charlesem Haywardem u sterów. This Heat w swoim czasie byli jedną z nielicznych wyspiarskich formacji, które sensownie odpowiedziały na krautrockową rewolucję, równocześnie popychając punkową scenę w kierunku awangardy. Dwa albumy – „This Heat” i „Deceit” – wystarczyły, by zainspirować całe pokolenia: od Sonic Youth po Massive Attack, od Radiohead po Caribou. A w sierpniu zagrają na OFFie, o czym informujemy z dumą i radością.

Trupa Trupa

Wydany w 2015 roku album „Headache” narobił sporo zamieszania – w kraju i (szczególnie) za granicą. Chwalili ją wszyscy, od The Quietus przez Jonathana Ponemana z Sub Pop po Sashę Frere-Jonesa, który na łamach „LA Times” uznał „Headache” za jedną z najlepszych rockowych płyt roku. Zespół pograł trochę koncertów (w tym na OFFie, oczywiście), ale szybko postanowił pójść za ciosem… i my już wiemy, że ich nowa płyta, zatytułowana „Jolly New Songs”, jest jeszcze lepsza. Jej premiera planowana jest jesienią/zimą, jako międzynarodowa kooperacja kilku wytwórni. A u nas przed premierą poznacie nowe utwory w wersji live, będzie też materiał z „Headache”. To będzie wydarzenie!

Ulrika Spacek

Kwintet z Londynu, w którego brzmieniu niewiele jednak znajdziecie elementów charakterystycznych dla brytyjskiej sceny – recenzenci ich debiutanckiego albumu „The Album Paranoia” sugerowali raczej wpływy krautrockowego transu i noise rocka z Ameryki. Czyli garaż, a lata… Ale druga płyta zespołu, zatytułowana „Modern English Decoration”, ukaże się jeszcze przed festiwalem, więc wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Wilcze Jagody

„Feminizm w rytmie vintage”, ale też po prostu „piosenki o złamanych sercach”. Ania Włodarczyk, Nela Gzowska i Zosia Hołubowska (możecie kojarzyć panie z takich projektów jak Kobiety, Ryby, Prison, Fallow Ground) – prywatnie bliskie koleżanki – na scenie łączą miłość do synth popu, alternatywnego rocka spod znaku shoegaze i brzmienia wschodnich lat 80. Ich muzyka tętni energią dziewczyńskich queerowych kapel i wyraźnie nawiązuje do podejścia Do It Yourself. Debiutancka płyta już powstaje.

Wolves In The Throne Room

Ekstremalny metal budzi emocje i kontrowersje, jednych zachwyca, innych odrzuca. I właśnie dlatego jest stałym punktem programu OFF Festivalu. Ale jest nim przede wszystkim dlatego, że metal w swoich najbardziej radykalnych odmianach to od lat jedno z najbardziej twórczych środowisk muzycznych. Odwołuje się nie tylko do własnego, już niemal półwiecznego, dziedzictwa, ale też do XX-wiecznej awangardy czy eksperymentalnych nurtów muzyki elektronicznej. Taka jest amerykańska formacja Wolves In The Throne Room, założona przez braci Weaver w 2003 roku. Kilkanaście lat i pięć albumów później twórcy „Celestial Lineage” niezmiennie udowadniają, że black metal nie tylko nie uznaje świętości – ale i granic.

Wrekmeister Harmonies

„Chciałem za pomocą dźwięków przekazać ideę wolnej, pełzającej zmiany. Gdy przyszedł mi do głowy tytuł płyty, myślałem o tym, że dzień zamienia się w noc stopniowo. Usypia cię ten powolny, spokojny zachód słońca, aż nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że jest kompletnie ciemno” – oto jak JR, lider Wrekmeister Harmonies, wprowadzał słuchaczy w atmosferę „Light Falls”, najnowszego albumu grupy z Chicago. Czy raczej kolektywu, bo JR i towarzysząca mu Esther Shaw dobierają sobie kompanów wedle doraźnych potrzeb. Raz byli to David Yow z The Jesus Lizard i Marissa Nadler, ostatnio są to muzycy Godspeed You! Black Emperor. Nie zmienia się tylko gęsta, złowróżbna atmosfera tej muzyki, balansującej pomiędzy post-rockiem a metalem.

Żywizna

On i ona. Raphael Rogiński, kompozytor i fenomenalny gitarzysta, który w Shofar, Cukunft, Alte Zachen kreował w Polsce nową muzykę żydowską, w formacjach Wovoka i Shy Albatross dokopywał się wspólnych nam wszystkim – ponad krainami i epokami – muzycznych korzeni, który grywał i Coltrane’a, i Chopina. Genowefa Lenarcik - córka, Stanisława Brzozowego, legendy śpiewu kurpiowskiego, wybitna kontynuatorka dzieła ojca. Żywizna to wspólny projekt Rogińskiego i Lenarcik, zwieńczony albumem „Zaświeć Niesiącku and other Kurpian songs”, jedną z najlepszych polskich płyt 2016 roku. Nie że folkowych – w kategorii open.


Źródło: Materiały promocyjne organizatora.

Gdzie:

  • Dolina Trzech Stawów, , Katowice

Strona internetowa: http://off-festival.pl/

Facebook