Festiwal Muzyka z Oblężonego Miasta: Anita Lipnicka, John Porter

To wydarzenie już się odbyło. Może zainteresują cię nasze inne propozycje.

Podobne imprezy znajdziesz w kategorii Muzyka.

Ceny biletów:
    - 29zł - w przedsprzedaży
    - 39zł - od 1 lipca
    - 50zł - w dniu imprezy

Szczegóły wydarzenia

Festiwal Muzyka z Oblężonego Miasta: Anita Lipnicka, John Porter, Lipnicka / Porter - koncert pożegnalny


Anita Lipnicka
na swoim kolejnym solowym krążku pt. "Vena Amoris" czaruje bogactwem pięknych melodii. Bo to one wysuwają się na pierwszy plan, dopiero później dotyka nas dojrzałość osadzona w klarownej alternatywie, nasączonej dużą porcją vintage'owych dźwięków. Niemodne brzmienia instrumentów (od banjo po wibrafon) oparte na przejrzystości twórczej stanowią trzon tej muzyki. To one nadają większej konkretności twórczej, poniekąd uzupełniając poprzedni album Anity "Hard Land of Wonder". Nowy zbiór piosenek nie kojarzy się z niezapomnianym duetem stworzonym przed lat z Johnem Porterem. Choć cechy naturalności i szczerości twórczej przewijały się również na płytach nagranych razem z Johnem. Jednak to na "Venie Amoris" Anita rozkwita swoją pełnią kobiecości, nadając tej płycie pewnej lekkości, ale również intymności, która oczarowuje w poszczególnych kompozycjach. Szczególnie ładnie, choć melancholijnie jawi się zaciszny, choć nie do końca spokojny charakter w najlepszej na płycie balladzie pt. "Sen Laury". Ciekawie wypadają również stonowane, oszczędne w warstwie muzycznej kompozycje "Trzecia zima" i "Za dużo aniołów". W tej drugiej szczególnie mocno czuć inspiracje folkiem, podpartym bluesem i country. Noszenie podobnych znamion z reguły może być odpychające. Jednak w tym wypadku to zupełnie odległy biegun muzyczny, niepodparty naleciałościami pseudo-muzycznymi, ale prawdziwą tradycją. Esencja muzyki z pewnych regionów nadaje dużej autentyczności, a do tego świetna realizacja muzyki powoduje, że bez kompleksów można odtwarzać ten album niejednokrotnie. I do tego równie udane polskie teksty powodują, że zasłuchiwanie się w tych piosenkach sprawia ogromną przyjemność. Uderzając w sedno dobrej muzyki i niewyświechtanego słowa powstał jeden z najciekawszych krążków Anity Lipnickiej. W podsumowaniach roku 2013 powinien na zawsze pozostać wysoko." Sedno Muzyki

"Jej najnowszy krążek „Vena Amoris” nie poleci w radiu, nie będzie dla niego miejsca na festynach. To płyta nagrana w konkretnym klimacie, u nas mało popularnym. Zahacza co prawda wyraźnie o styl country, ale to nie jest sielskie, naiwne granie w stylu pikników w Mrągowie. To muzyka rodem z amerykańskiej sceny folkowo-countrowej. Sporo gitar, ale też bandżo, wibrafon, akordeon, kontrabas, mandolina. Momentami brzmi jak soundtrack do pogrzebowej sceny z westernu (tytułowy „Vena Amoris”) albo przypomina numery mistrzyni mroku PJ Harvey („Nie wiem”).
Zaskakująco dobrze i świeżo Anita potrafi też zaprezentować się w balladzie („Eon”). Całość doskonale zagrana przez angielskich muzyków i jej partnera Johna Portera. Zarejestrowany na żywo materiał to również bardzo dojrzała płyta w sferze lirycznej. Nierzadko gorzkie teksty Lipnickiej zasługują na dodatkowego plusa. Podobnie jak wokal. Nie pamiętam tak ciekawego potraktowania melodii polskiego języka przez naszą wokalistkę." Gazeta Prawna

"Udało się Anicie Lipnickiej osiągnąć na płycie "Vena Amoris" sztukę nie lada, a mianowicie z pozoru konwencjonalnych i prostych dźwięków utkać piosenki, które kuszą i czarują słuchaczy. Muzyka, wywiedziona z amerykańskiej tradycji folkowego grania, doprawiona została tu baśniową niemal, na wpół realną, ulotną atmosferą. Duża w tym też zasługa tekstów, dojrzałych, niejednoznacznych, ocierających się o poezję. I jak to w świecie baśni bywa, sporo w tych piosenkach piękna, dobrej magii, ale też odrobiny tajemnicy, niepokoju, niedopowiedzeń. Nawet głos Anity przybiera miejscami wokalną manierę, która mogłaby drażnić, ale w zestawieniu z dźwiękami i słowami z pogranicza jawy i snu nie wydaje się niczym dziwnym.... Bardzo to kobieca płyta. Pełna wdzięku, delikatności, ale też charakteru. Przepraszam za ten seksizm, nie pasujący do czasów, gdzie płeć jest podobno sprawą umowną, niemniej dla pań płyta ta będzie jak mądra i ciepła rozmowa z wrażliwą przyjaciółką, a dla panów może stanowić pewien klucz do poznania kobiecej duszy. Anita snuje nam na "Vena Amoris" opowieść głównie o relacjach męsko damskich, ale nie ma w nich typowego dla popu banału, gdzie "motylki latają w żołądku" w stanie zakochania, a żyletka pojawia się w ręku, gdy przychodzi rozstanie. Wokalistka nagrała płytę dla słuchaczy dojrzałych, którzy już troszkę o muzyce i życiu wiedzą, dzięki czemu będą mogli się delektować nowymi piosenkami, najlepiej wieczorową porą, przy lampce wytrawnego czerwonego wina." Paweł Lach - Rock Magazyn.


John Porter
powraca z solowym projektem. Najnowsze dzieło artysty nosi tytuł „Honey Trap” i trafi na półki sklepowe 6 października. Płyta jest muzyczną kontynuacją wysoko ocenianego przez krytyków poprzedniego albumu „Back In Town”, jednocześnie drugim z planowanej trylogii spod znaku mrocznego rocka.

Po raz kolejny artysta eksploruje skomplikowane relacje międzyludzkie, nasze ukryte lęki i obsesje przefiltrowane przez jego osobiste doświadczenie – tym razem jednak w zdecydowanie dynamiczniejszej, klasycznie rockowej formie. Muzyczne korzenie Portera mocno osadzone w latach 60-tych i 70-tych, aż po jego debiut „Helicopters” są tu wyraźnie obecne. Nic więc dziwnego, że do produkcji albumu ponownie zaprosił Phila Browna, mającego na swoim koncie współpracę z takimi artystami jak: Talk Talk, Led Zeppelin, Traffic, Bob Marley czy Jimi Hendrix. Dzięki zastosowaniu oldschool’owej technologii oraz rejestracji nagrań w trybie „live” „Honey Trap” ma niezwykle żywe i organiczne brzmienie. Album został zarejestrowany w Yellow Fish Studios we wschodnim Sussex. Zespół artysty tworzą: Mikey Rowe na klawiszach i pianinie (Oasis, Dave Gilmour, Mick Jagger/Dave Stewart Project, Sheryl Crowe, High Flying Birds), Martin Barker na bębnach (Goldfrap, Juliette Greco, Sarah Jane Morris, Ray Davis, Shriekband), Simon Edwards na basie (Talk Talk, Fairground Attraction, David Grey, Tracy Ullman, Kathryn Williams, Kevin Ayers) oraz na gitarze elektrycznej... Mr. John Porter!

Na albumie znajduje się 12 kompozycji . Artysta prowadzi nas przez ciemne, surowe pejzaże na wpół wyśnionych, pół realnych opowieści, to przy użyciu dziarskich, motorycznych beatów, to znów przymglonych ballad z bluesowym twistem, ani razu nie sięgając po swego Martina D28, gitarę akustyczną prze lata będącą nieodłącznym znakiem rozpoznawczym muzyka.

Źródło: Materiały promocyjne organizatora.

Facebook