Off Festival, Karnet 3-dniowy + Pole namiotowe + Current 93

Off Festival, Karnet 3-dniowy + Pole namiotowe + Current 93

To wydarzenie już się odbyło. Może zainteresują cię nasze inne propozycje.

Podobne imprezy znajdziesz w kategorii Rock & Pop.

OFF Festival Katowice

Koncert The Kills odwołany!

Dolina Trzech Stawów, Katowice

05.08.2016 - 07.08.2016

Ceny biletów:
    - 200 zł

Szczegóły wydarzenia

OFF FESTIVAL


Muariolanza
Ambient-jazz z Sosnowca. Grupa prowadzona przez dziennikarza muzycznego Marcina Babko i grająca tak oryginalne dźwięki, że za karę sam powinien spróbować je opisać… W ich utworach znakomite partie instrumentalistów przeplatają się z dźwiękami otoczenia, a surowy absurd tekstów płynnie przechodzi w najczystszą poezję. Ich najnowszy album – "Muafrika" – wprowadza do repertuaru grupy nowe brzmienia i afrykańskie rytmy.

Kyst
Ich obecność na festiwalu nie tyle ogłaszamy, co przypominamy – Kyst trafił bowiem na OFF Festival Katowice jeszcze jesienią 2010 roku, głosami publiczności festiwalu Don't Panic! We're From Poland. Że to był dobry wybór, trio udowodniło chociażby wydaną niedawno, znakomitą płytą "Waterworks".

Bohren & Der Club Of Gore
Niemiecka grupa, założona niemal dwie dekady temu przez czterech muzyków uwielbiających ekstremalny metal, po to by grać… jazz. Precyzyjniej rzecz ujmując, chcieli grać coś pomiędzy Black Sabbath a Sade. Jeszcze bardziej precyzyjnie? "Chcieliśmy, żeby nasza publiczność czuła, że znajduje się w grobie". Brzmi to jak głupi dowcip, ale z Bohren & Der Club Of Gore żartów nie ma. Ich najnowsza płyta "Beleid", choć zawiera cover heavymetalowej formacji Warlock (gościnnie udziela się tu Mike Patton, który ściągnął Bohren do swojej wytwórni Ipecac), to bardzo poważna dawka mrocznej, ale zniewalająco pięknej muzyki. Pitchfork nazwał ich "najdelikatniejszym zespołem blackmetalowym na ziemi". Coś w tym jest.

Oneida
Rockowi eksperymentatorzy z Brooklynu, którzy imponują wyśmienitymi albumami (sięgnijcie tylko po wydany w 2009 roku "Rated O"!) i nieprzewidywalnymi koncertami. Takimi jak 11-godzinny, przeładowany znakomitymi gośćmi, improwizowany set "Ocropolis", którym zadziwili w grudniu ubiegłego roku publiczność ATP. Jak bardzo bezkompromisowa i psychodeliczna to jazda, będziemy mogli również przekonać się w czerwcu, gdy ukaże się kolejna płyta Oneida, zatytułowana "Absolute II".

Dan Deacon
Doceniany za odważne albumy, słynny za sprawą jedynych w swoim rodzaju koncertów – pochodzący z Baltimore Dan Deacon schodzi ze swoimi elektronicznymi zabawkami w publiczność i zaprasza fanów do interakcji. Obecnie pracuje nad nowym albumem z Dan Deacon Ensemble, nagrał soundtrack do nowego filmu Francisa Forda Coppoli przy soundtrackach jego filmów i w ogóle ma tyle projektów, ile włosów w brodzie. Cieszymy się, że znalazł czas i dla nas. Pitchfork twierdzi, że to przedstawiciel "najlepszej nowej muzyki". Tak.

Emeralds
Minimalizm, ambient, drony, psychodelia i odrobina synth popu lat 80. dla smaku – trio z Cleveland, które odrobiło zadanie domowe z Klausa Schulze, ale nie zajmuje się stawianiem dźwiękowych pomników przeszłości, tylko samodzielnie wymyśla przyszłość. Redakcja "Drowned In Sound" uznała ich najnowszy album "Does It Look Like I'm Here?" za najlepszą płytę 2010 roku, taką która "zabiera cię tam, gdzie chcesz".

Paris Tetris
Candelaria Saenz Valiente, Marcin Masecki i Macio Moretti czyli nowe, świeże spojrzenie na pojęcie "power trio". Tym bardziej, że to już właściwie kwartet (bo jeszcze Bartek Magneto), albo nawet kwintet (jeśli liczyć Roberta Bęzę od wizualek). Póki co wydali dwie płyty – "Paristetris" (2009), "Honey Darlin'" - na których grają popowe piosenki i różne dziwne dźwięki. A na koncertach jest jeszcze lepiej.

Karbido
Wrocławski zespół, który odważnymi eksperymentami śmiało nawiązuje do czołówki światowej awangardy. Nagrywał muzykę teatralną, wspólne płyty z ukraińskim pisarzem Jurijem Andruchowyczem, słuchowisko radiowe na żywo ("Katastrofa LZ 129 Hindenburg"), czy wreszcie albumy, na których grają… budynki (seria "Music 4 Buildings"). Ich największym sukcesem jest nowatorski spektakl audio "Stolik", w którym czterech panów w czerni (nie licząc stołu) robi nam brawurową repetycję z muzycznych czterech stron świata.

Moja Adrenalina
Metal, noise rock, punk, math core – to wszystko spotyka się w muzyce warszawskiej formacji. Czy raczej zderza z prędkością dwóch pędzących na czołowe pociągów… W 2004 roku zadebiutowali znakomitym albumem "nietoleruje-bije", po czym słuch po nich zaginął. Wrócili przed rokiem, przypominając o sobie serią doskonale przyjętych koncertów i nagraniami, które trafiły na ścieżkę dźwiękową filmu "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego.

Miss Polski
Piosenki, które nawiązują do przaśności peerelowskich dancingów, ale i śmiało wchodzą w dialog z brytyjskim gitarowym popem, do tego słodko-gorzka ironia tekstów Romana Szczepanka (aka Graftmann) – takich debiutów jak "Fitness" chcielibyśmy więcej, ale póki co Miss Polski to ostatnie takie trio. I zarazem pierwsze.

Polvo
Mathrockowa instytucja, powołana do życia w ponad 20 lat temu w Chapel Hill w Karolinie Północnej. Potrafią pisać piosenki, ale psują je hałaśliwym brzmieniem, dysonansami i rozstrojonymi instrumentami. Potrafią pisać teksty, ale tak surrealistyczne, że trudno je zrozumieć. Po wydaniu czterech albumów w 1998 roku zniknęli z powierzchni ziemi, by 10 lat później reaktywować się, w odpowiedzi na zaproszenie festiwalu All Tomorrow's Parties i Primavera Sound. Tak im się to spodobało, że od trzech lat nie schodzą ze sceny (niepokonani), a w 2009 roku wydali nową płytę, zatytułowaną "In Prism".

Asia i Koty
Solowy project Joanny Kuźmy , wokalistki zespołu Folder. Raniące serce – bo takie ładne i takie smutne – piosenki. Oszczędne w formie (gitara akustyczna, czasem pianino w tle), za to bogate w emocje, nawiązują do twórczości PJ Harvey czy Cat Power. Jej fonograficzny debiut – "Asia i Koty EP" – ukazał się w 2010 roku nakładem wytwórni Nasiono.

Awesome Tapes From Africa
Pochodzący z Brooklynu etnomuzykolog (w dzień) i DJ (wieczorami) Brian Shimkovitz kilka lat temu zanurkował w arcybogaty świat nieodkrytej muzyki z Afryki. Przegrzebał setki kaset wykonawców o których istnieniu nikt poza Zimbabwe, Etiopią czy Senegalem nie miał pojęcia i swoimi odkryciami zaczął chwalić się na blogu zatytułowanym właśnie Niesamowite Taśmy Z Afryki. Set, który usłyszycie na festiwalu to żywa, dynamiczna inkarnacja Awesome Tapes From Africa – doskonała zabawa i jednocześnie cenna lekcja historii muzyki, której nie znacie.

YACHT
Amerykański duet - Jona Bechtolt i Claire L. Evans – na koncertach rozrastający się do kwartetu. Nazwa zespołu jest ponoć skrótem od Young Americans Challenging High Technology (Młodzi Amerykanie Rzucający Wyzwanie Zaawansowanej Technologii), co odpowiada brzmieniu: frenetycznej, tanecznej elektronice z lekką nutką psychodelii. Nic dziwnego, że YACHT znalazł bezpieczną przystań w nowojorskiej wytwórni DFA (jej współwłaścicielem jest James Murphy z LCD Soundsystem), która wydała ostatni album grupy "See Mystery Lights", a na czerwiec zapowiada kolejny, zatytułowany "S hangri-La". Kiedyś na koncertach Jona tańczył i… odpalał prezentacje w PowerPoincie – czego po YACHT spodziewać się dzisiaj? Nie wiemy, ale nie możemy się doczekać.

Anna Calvi
W grudniu 2010 została nominowana do prestiżowej listy Sound of 2011 przygotowywanej przez BBC, a już w styczniu 2011 jej debiutancki album, zatytułowany po prostu "Anna Calvi", został nazwany przez NME "pierwszą wielką płytą" tego roku. Nie bez powodu prasa pisze, że piękna i utalentowana Calvi zatrzęsła tronem PJ Harvey, a hołdy składają jej wielcy tego świata z Nickiem Cavem i Karlem Lagerfeldem na czele. Sama artystka twierdzi, że po prostu opowiada historie – jak jej ulubieni reżyserzy Wong Kar-Wai czy David Lynch – tyle, że za pomocą muzyki…

Baaba Kulka
Śpiewa Gaba Kulka(chyba raczej Bruce Dickinson, a nie Paul DiAnno, a na pewno nie Blaze Bailey), a akompaniują jej Tomasz Duda (bardziej Adrian Smith), Bartosz Weber (kiedyś chciał być Adrianem Smithem, teraz woli Dave’a Murraya), Piotr Zabrodzki (nie wie, kto to Steve Harris, ale Macio gra tutaj na perce) i Macio Moretti (Nicko McBrain, z wielu względów, chociaż Clive Burr też trochę, bo lubi Kissów). A więc Gaba – najbardziej wszechstronny i odważny damski głos polskiej alternatywy – oraz Baaba – nasza czołowa formacja grająca wszystko, co się da, byle było interesująco i pod prąd. Połączyły ich trzy żywioły nie z tego świata - metal, szatan i piłka nożna. Zobaczcie ich na OFFie, bo więcej okazji nie będzie. I nie tylko dlatego, że nadchodzi Apokalipsa…

The Car Is On Fire

Jedna z najważniejszych polskich grup, które zadebiutowały w tym stuleciu. Ich pierwszy abum, wydany w 2005 roku "The Car Is on Fire" sugerował, że mamy do czynienia z rodzimą – ale na światowym poziomie – odpowiedzią na anglosaską nową rockową rewolucję, ale później The Car Is On Fire robili wszystko, by umknąć oczywistym porównaniom i szufladkom. Ich trzeci i ostatni póki co album "Ombarrops!" powstał w Soma Electronic Music Studios w Chicago, pod okiem Johna McEntire, lidera Tortoise.

Kapela Ze Wsi Warszawa
Jedna z najbardziej znanych na świecie polskich grup i bez wątpienia jedna z najbardziej oryginalnych na polskiej scenie. Z jednej strony zakorzeniona w rodzimym folku, z drugiej strona otwarta na wpływy muzyki (całego) świata, a z trzeciej – na rozmaite brzmieniowe i stylistyczne nowinki, od rocka, przez elektronikę po hip-hop. Ich ostatni, póki co, album "Infinity" to zgodnie z tytułem świadectwo tego, że muzyka nie zna granic.

Junip
Kto by pomyślał, że urodzony samotnik José González tak doskonale odnajdzie się w kolektywie? Ale z drugiej strony to przecież jego środowisko naturalne - Junip istniał na długo przed jego solową karierą, tyle tylko, że napięć lat zawiesił działalność. Grupa reaktywowała się w ubiegłym roku, wydając znakomity, rozmarzony debiutancki album"Fields". Ich koncert na OFF-ie będzie pierwszą wizytą Junip w Polsce.

Dry The River
Zapamiętajcie tę nazwę, bo to będzie największa sensacja sezonu. Do studia, by nagrać debiutancki album pod okiem Petera Katisa (The National, Interpol), londyńczycy wchodzą dopiero w czerwcu, ale już teraz szepcze się w całej Europie, że to Następna Duża Rzecz, że możemy mieć do czynienia z sensacją na miarę The xx, choć brzmi to raczej jak wspólne jam session Fleet Foxes i Godspeed You! Black Emperor. A jakie grają koncerty!

Public Image Ltd
Jeśli kogoś zmartwił spektakularny upadek The Sex Pistols, to na pewno nie Johnny'ego Rottena. Wokalista miał już bowiem przygotowany plan B, który okazał się artystycznym planem A – tak właśnie, przez duże A! Założona przez Lydona, bo Johnny zaczął się podpisywać rodowym nazwiskiem, formacja Public Image Ltd z jednej strony czerpała pełnymi garściami z dorobku punkowej rewolty, ale z drugiej była już zwiastunem nowej muzycznej ery. Wydany w 1979 roku "Metal Box", drugi album PiL, nie bez powodu uważany jest za jedną z najważniejszych płyt w historii rocka. Albo pierwszą w historii post-rocka – jak uważają chociażby dziennikarze "NME".Milczący przez niemal dwie dekady PiL powrócił na scenę w 2009 roku. Nie myślcie jednak, że to jeden z tych comebacków, które mają na celu podreperowanie funduszy emerytalnych muzyków. Przeciwnie: Lydon wpakował w ten powrót kasę, którą zarobił na reklamie… masła. Tak czy owak, spodobało im się na scenie i sierpniu po raz pierwszy PiL dotrze do Polski. To będzie wydarzenie!

Wojtek Mazolewski Quintet
Zaczynał w podstawówce, wrzeszcząc w kapeli punkowej. Z tamtych czasów zostało mu umiłowanie artystycznej wolności, energia i niespokojny duch. Basista i kompozytor Wojtek Mazolewski, znany przede wszystkim z Pink Freud (ale również z Baaby, Freeyo, Tymański Yass Ensemble, Bassisters Orchestra i wielu innych składów), postanowił powrócić do ducha starych, analogowych nagrań, do brzmienia Coltrane'a i Beatlesów. Na znakomitej, powstającej dwa lata płycie Wojtek Mazolewski Quintet, zatytułowanej "Smells Like Tape Spirit", w pełni się to udało. Czy na koncercie uda się zachować ten ciepły, przestrzenny sound i jednocześnie przemycić nieco czadu, do którego Wojtek przyzwyczaił nas w Pink Freud? Zobaczymy…

How To Dress Well
Czy fanów Justina Vernona i Justina Timberlake'a da się w ogóle pogodzić? Pod koniec 2009 roku pojawił się artysta, który dowiódł, że owszem, można. Jego darmowe, publikowane w sieci epki zelektryzowały blogosferę: Kim on jest? Skąd się wziął i kiedy album? W 2010 roku wszystko stało się jasne – How To Dress Well to niejaki Tom Krell, student filozofii, który dzieli swoje życie pomiędzy Kolonię a Brooklyn. Jego album "Love Remains", wydany w ubiegłym roku, w podsumowaniach pojawiał się na liście najbardziej obiecujących debiutów 2010. Melancholijny lo-fi pop, eteryczny r'n'b, doprawiony hipnotyzującym, kruchym śpiewem Krella – rzeczywiście, trudno się od tego uwolnić, trudno zapomnieć.

Glasser
"Coś jak dziwniejsze i bardziej wiarygodne wcieleni Enyi, eteryczne wokale i meandrujące melodie" – oto jak przedstawił Glasser swoim czytelnikom "The Guardian". Porównywana jest też, zasłużenie, do Joni Mitchell, Fever Ray i Joanny Newsom. Glasser to tak naprawdę pochodząca z Los Angeles Cameron Mesirow, która nie tylko śpiewa, ale i dba o warstwę instrumentalną swoich kompozycji.  Cameron pochodzi z artystycznej rodziny, kocha mupety i rock progresywny, a serca publiczności podbiła koncertami u boku the xx i Jónsi'ego. Jej pierwszy album "Ring" ukazał się jesienią i zasłużenie uchodzi za jeden z najlepszych debiutów ubiegłego roku.

Igor Boxx
"Breslau" to jedna z najważniejszych polskich płyt ubiegłego roku. Polska odpowiedź na wielkie muzyczne koncepty Kraftwerk czy Lou Reeda? Nie, to nie megalomania. Opowieść o dramatycznych, wojennych losach Wrocławia, stworzona przez Igora Pudło, znanego i lubianego ze Skalpela, wytrzymuje zestawienie z tymi wybitnymi płytami, choć – jak i one – wymaga od słuchacza czasu i zaangażowania. W wersji koncertowej angażuje i wciąga jeszcze bardziej.

Male Bonding
Londyńskie trio, którego debiutancki album "Nothing Hurts", wydany przez Sub Pop, zachwycił miłośników czadu na całym świecie. Piosenki krótkie i szybkie, brzmienie atrakcyjnie plugawe, noise'owy łomot i przyjazne radiu melodie – jak tu ich nie lubić? Kiedy czytacie te słowa, Male Bonding siedzą w Woodstock i nagrywają swoją drugą płytę w kościele. Nie, to nie żart. Z nimi nie ma żartów.

Matthew Dear
DJ i producent, ważna postać sceny z Detroit. Jego muzyka to minimal techno z drugim dnem,  a album "Black City" śmiało można uznać za jedną z najbardziej intrygujących płyt minionego roku. Teoretycznie jest to muzyka taneczna, ale na parkiet ruszą tylko co, którzy się tych dźwięków nie wystraszą. Jedni widzą w mrocznej elektronice Deara amerykańską odpowiedź na Buriala, inni uważają artystę za najpilniejszego ucznia Nine Inch Nails. Na OFF Festival przyjedzie z live setem!

Factory Floor
Angielskie trio, które nijak nie jest podobne do większości młodych grup z ze swojego kraju. Factory Floor nie śpiewają falsetem na głosy, nie odwołują się do muzyki folkowej, ani różowego brzmienia popu lat 80. Są głośni, raczej odstręczają niż kuszą, raczej przeszkadzają niż koją zmysły. Zafascynowani gitarowym jazgotem Sonic Youth, eksperymentami Throbbing Gristle i konkretem oldskulowego techno, zgięli już kolana i karki publiczności niejednego z londyńskich klubów. Nic dziwnego, że Stephen Morris, były bębniarz Joy Division zgłosił się do produkcji ich nagrań. "Jeśli chcecie oczywistego szyldu, nazwijcie to post-industrialem, ale to coś więcej, to jest postapokaliptyczne, to disco z piekielnej otchłani" – twierdzi recenzent "NME". Może najwyższy czas wyrobić sobie na temat Factory Floor własne zdanie?

Lech Janerka
Wydaje nam się, że przedstawianie Lecha Janerki jest cokolwiek niestosowne . Jeśli nie znacie na pamięć debiutanckiego albumu Klausa Mitffocha, jeśli nie wiecie jaka jest powinność kurdupelka i gdzie Lech (nie tylko on – zgadujemy, że większość z nas) ma konstytucje, to co w ogóle robicie na tym festiwalu?!
Po wydaniu w 2005 roku świetnie przyjętego albumu "Plagiaty" Janerka zwolnił nieco tempo. Rzadziej koncertował, również z powodów zdrowotnych, i nie nagrywał. Mamy nadzieję, że jego tegoroczny występ na OFF Festivalu będzie nie tylko przeglądem żelaznej klasyki polskiej muzyki niezależnej, ale i zapowiedzią nowego materiału.

L.Stadt
Łódzka formacja L.Stadt, która dobrze się zapowiadała. Mieli hitowy numer – kto nie zna "Londynu"? – wystąpili na wszystkich ważnych polskich festiwalach, po czym… przepadli. Ale nie, nie znudziło im się, wręcz przeciwnie! Okazało się, że L.Stadt podróżowali w poszukiwaniu inspiracji i współp racowników po świecie, i do produkcji albumu udało im się namówić Mikaela Counta (w CV ma m.in. DJ Shadowa i Radiohead). To był dobry pomysł – nowy album grupy, zatytułowany "EL.P" brzmi znakomicie i bez kompleksów nawiązuje do światowej czołówki gitarowego grania.

Oneohtrix Point Never
Daniel Lopatin, pochodzący z Nowego Jorku artysta, nie nadaje się na gwiazdę rocka. Miast brylować na salonach, woli pisać, tworzyć muzykę i ścierać kurz ze swojej kolekcji zabytkowych syntezatorów. Albo zderzać pozornie nieprzystające do siebie muzyczne światy – na przykład nowojorski noise rock z europejską oldschoolową elektroniką – i obserwować, jakie to przyniesie rezultaty. Oneohtrix Point Never dowodem na to, że znakomite. Możecie się przekonać choćby sięgając po album "Returnal" i sprawdzając jak dźwiękowe mgławice Lopatina sprawdzają się w koncertowym żywiole. Niezależnie od tego, czy nurt hypnagogic pop naprawdę istnieje, czy nie ;-)

Deerhoof
Jak ten czas leci: Deerhoof to już weterani i żywa legenda alternatywnej sceny. Do czerpania inspiracji z ich twórczości przyznają się m.in. Sleigh Bells, The Flaming Lips czy Sufjan Stevens, a cała reszta choć się nie przyznaje, też czerpie. Tym trudniej w to uwierzyć, że wydany właśnie album "Deerhoof vs. Evil" jest tak naładowany energią i dopakowany pomysłami, że starczyłoby na dziesięć debiutów roku. Niewiele jest zespołów, które z równym powodzeniem łączą odwagę eksperymentatorów czy wręcz awangardzistów z zamiłowaniem – i co ważne zdo lnością – do pisania zgrabnych, wpadających w ucho piosenek. To wszystko znajdziecie na płytach. Ale dać się oczarować ekspresyjnej Satomi Matsuzaki i zobaczyć na żywo jak Greg Saunier gra na bębnach – bezcenne.

Mogwai
Nie bez powodu od lat uważa się ich za pionierów postrockowego zamętu i jeden z najwybitniejszych zespołów tej sceny. A już kontakt z ich muzyką na żywo to doświadczenie niemal mistyczne. Chociaż o zatyczkach do uszu warto pamiętać… Gościliśmy już Mogwai na OFF Festivalu – podobało się nam, podobało się zespołowi, więc wracają. Szkoci balansują na granicy pomiędzy muzyką a hałasem już od 1995 roku.  Uwielbiają kontrasty, zastawienie liryzmu z brutalnością, nie lubią za to, kiedy słowa piosenek odwracają uwagę słuchaczy od dźwięków, więc ich nie piszą. Wyżywają się za to w tytułach, czego dowo dem najnowszy album (i zarazem debiut w barwach Sub Pop) "Hardcore Will Never Die, But You Will". O ile jednak z tytułów wydawnictw i utworów Mogwai można się pośmiać, o tyle muzyka to już bardzo poważna sprawa

Ariel Pink's Haunted Graffiti
"Before Today", najnowszy album Ariel Pink's Haunted Graffiti i zarazem debiut w barwach kultowej wytwórni 4AD, znalazł się w czołówce zestawień najlepszych płyt roku 2010 m.in. w "The Guardian", "Uncut", "Mojo" "NME" i "The Wire". Ariel Pink, dotąd jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic amerykańskiej sceny alternatywnej, przeszedł metamorfozę od mistrza sypialnianych, lo-fi eksperymentów do artysty, który może dzisiaj dzielić scenę z największymi gwiazdami. "Before Today" to bowiem z jednej strony po prostu świetne piosenki, z drugiej brzmieniowe wycieczka do niepowtarzalnej zadawałoby się atmosfery psychodelicznego popu z początku lat 90. (David Bowie musi być dumny z takiego ucznia) i wreszcie – głos na dzisiejszej scenie alternatywnej zupełnie osobny. Czapki z głów.

Liars
Jaki zespół może być na tyle inspirujący, by za remiksy numerów z jego ostatniej płyty wzięli się muzycy Radiohead, TV On The Radio, Deerhunter czy Melvins? O czyjej muzyce pisał Pitchfork: "Nie każda ciemna chmura przeradza się tu w burzę z piorunami, ale przez cały czas czuć, że taka czai sięga rogiem"? Przed kim ostrzegał recenzent "NME", pisząc: "Wchodzicie we wszechświat, jakiego dotąd nie znaliście. Lepiej się przygotujcie…" Oczywiście, chodzi o Liars. Jedyne takie trio z Nowego Jorku, które swobodnie porusza się pomiędzy dancepunkowym entuzjazmem a noiserockową histerią. I jeszcze jedno: wszystkie plotki na temat ich niesamowitych koncertów, które słyszeliście to szczera prawda.

Meshuggah
Wielki świat usłyszał o Szwedach, gdy w jednym z odcinków "Rodziny Osbourne'ów" syn Ozzy'ego straszył ich muzyką sąsiadów. Ale Meshuggah to znacznie więcej, niż niestrawna dla przeciętnego zjadacza chleba hałaśliwa ciekawostka. To zespół, który wprowadził ciężkie brzmienia w XXI wiek, zrywając z rycerskimi galopadami heavy metalu i jałowymi wyścigami gitarzystów. Mają niezliczonych naśladowców, ale nikogo, kto zagroziłby ich pozycji – najlepszego ekstremalnego zespołu na świecie. To nie my wymyśliliśmy, to zachodnia prasa tak pisze - od periodyków metalowych po "Rolling Stone". Na 2011 rok Meshuggah zapowiedzieli nowy album, kolejną porcję zimnego, matematycznie precyzyjnego, bezlitośnie ciężkiego i brutalnego wyziewu. Skuteczność nowego materiału przetestują na was. Sorry.

Omar Souleyman
Dla nas, ludzi Zachodu, Omar Souleyman to niedawne odkrycie Sublime Frequencies, kultowej wytwórni z Seattle. Stosunkowo nieznany artysta, z zaledwie trzema albumami na koncie, w tym wydaną w ubiegłym roku, znakomitą płytą "Jazeera Nights". Ale w rodzimej Syrii ten schowany za ciemnymi okularami dżentelmen to wielka gwiazda, której dyskografia liczy ponad 500 (!) pozycji, wydawnictw studyjnych i koncertowych. Wyrósł z superopularnego w jego regionie nurtu dabke, czyli tradycyjnej muzyki grywanej w krajach arabskich na weselach, ale podrasował ją wpływami zachodniej muzyki tanecznej, dlatego właśnie Björk, zdeklarowana fanka Souleymana, nazwała te dźwięki "syryjskim techno". Jak zwał, tak zwał - nie trzeba być ekspertem od bliskowschodnich brzmień, by dać się Omarowi porwać do szalonego tańca.

Kury grają "P.O.L.O.V.I.R.U.S."
Dla wszystkich, którzy wciąż nie mogą jeszcze wyjść z jesiennej deprechy, mamy doskonałą wiadomość. Specjalnie na OFF Festival Katowice reaktywuje się dowodzona przez Tymona Tymańskiego, kultowa formacja Kury. Kury zniosą dla was swoje złote jajo (OK, wiemy, taki sobie ten dowcip, ale nie każdy rodzi się Tymonem), czyli zagrają cały "P.O.L.O.V.I.R.U.S." – jedną z najważniejszych płyt polskiej sceny niezależnej, albo – jak kto woli – szczytowe osiągnięcie alternatywnego disco-polo. Od premiery tego wstrząsającego materiału minęło co prawda 13 lat, ale nie zestarzała się ani jedna nuta, ani jedno słowo nie uległo przedawnieniu.

Current 93
Kim jest David Tibet? A kim nie jest… To urodzony w Malezji angielski poeta, muzyk, ceniony malarz i wydawca (Anthony and the Johnsons i William Basinski to jego odkrycia). To lider formacji Current 93, kluczowej dla brytyjskiej sceny industrialnej początku lat 80., która później odpłynęła w stronę oryginalnej, właściwej tylko im odmianie apokaliptycznego nowego folku. W ich twórczości fascynacja religią, okultyzmem i filozofią spotyka się z bezwstydnym umiłowaniem groteski i mrocznym angielskim humorem. Ich muzyka jest liryczna, z pozoru spokojna, ale i przerażająca zarazem. Current 93, żywa legenda sceny niezależnej, wystąpią jako gwiazda specjalnego koncertu inaugurującego OFF Festival Katowice 2010, który odbędzie się 4 sierpnia w Górnośląskim Centrum Kultury. Jesteśmy zaszczyceni.

Actress
Angielski DJ i producent Darren Cunningham, ukrywający się pod nieco zwodniczym pseudonimem Actress, do niedawna cieszył się mirem tylko wśród wtajemniczonych. Z undergroundu na salony wydobyły go entuzjastyczne oceny ostatniej płyty, czyli "Splazsh" – wystarczy wspomnieć, że magazyn "The Wire" uznał ten krążek za najlepszą płytę 2010 roku! Choć krytycy widzą w Actress zbawcę i odnowiciela dubstepu, on sam przyznaje się raczej do fascynacji sceną techno z Detroit i Berlina z jednej oraz Arethą Franklin i Stevie Wonderem z drugiej strony. Nic dziwnego, że określa swoją muzykę mianem "r'n'b concrète" i nie są to czcze przechwałki. Jego kompozycje są chwytliwe, niemal popowe – i awangardowe zarazem.

GaBLé
Francuski zespół, którego jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie znał i który nikogo nie obchodził. Wystarczyło jednak kilka występów na festiwalach, by stali się jedną z największych koncertowych sensacji sezonu. Wywodzą się z chałupniczego nurtu lo-fi, więc wykorzystują do tworzenia muzyki właściwie wszystko, co wpadnie im w ręce – od gitar akustycznych i skrzypiec, przez elektronikę, aż po bezużyteczne, zdawać by się mogło, przedmioty. Wyobraźni i humoru uczyli się pewnie od Franka Zappy, ale na scenie hołd składają Elvisowi. Zresztą, tego tryskającego pozytywną energią muzycznego chaosu nie da się opisać – to trzeba zobaczyć.

Gang Of Four
Gościliśmy już na festiwalu The Fall i Wire, wypada więc kontynuować tę chlubną tradycję. Tym razem czas na legendę, o której Kurt Cobain mówił, że Nirvana powstała, by ich kopiować. Gdyby nie oni, Red Hot Chili Peppers graliby pewnie pudel metal, a całej tej nowej fali post-punka, którą cieszymy się w ostatnich latach, być może w ogóle by nie było. Gang Of Four powstali w 1977 roku w Leeds, by zaproponować światu nieznaną wcześniej miksturę punk rocka z funkiem i dubem oraz zaangażowanymi politycznie i społecznie tekstami.  To ich "Rolling Stone" nazwał "prawdopodobnie najlepszym politycznie motywowanym zespołem w historii rock'n'roll". Ostatnio Gang Of Four znów mają dobrą passę, nie tylko za sprawą świetnie przyjmowanych koncertów – wydany na początku 2011 roku album "Content" zebrał znakomite recenzje. "To ich najlepsza płyta od lat 70." – pisał "Telegraph".

Junior Boys
Kanadyjski duet Junior Boys to formacja, która w naturalny sposób łączy powściągliwą elegancję synth popu z niesfornością UK garage, a trans techno przełamuje hiphopowym groovem. Są pupilkami "Residents Advisor", bywalcami amerykańskiej listy najlepiej sprzedających się płyt z muzyką taneczną, ale ich publiczność to również fani gitarowej alternatywy. Jeremy Greenspan i Matt Didemus ostatnią, póki co, płytę "Begone Dull Care" wydali w 2009 roku, ale nowy materiał mają już gotowy i premiery albumu możemy spodziewać się jeszcze przed wakacjami.

Destroyer
Daniel Bejar to jeden z najpilniej strzeżonych sekretów kanadyjskiej sceny niezależnej. Zadebiutował w 1996 roku nagranym w domu albumem "We'll Build Them a Golden Bridge" i tamtej pory regularnie zaskakuje intrygującymi, bardzo osobistymi wydawnictwami. Do niedawna Bejar znany był zapewne bardziej ze swojej roli w The New Pornographers, ale za sprawą dziewiątej płyty, zatytułowanej "Kaputt", los kultowego Destoyer nagle się odmienił – to jeden z najgłośniej komentowanych i najwyżej ocenianych albumów tego roku. Często porównywany do Davida Bowiego, sam uważający się raczej za naśladowcę Pavement, kanadyjski artysta nazywa muzykę Destroyer europejskim bluesem, ale w Europie koncertuje rzadko. Tym bardziej cieszy nas jego wizyta na OFF Festivalu.
 
Liturgy
Black metal, jeden z najbardziej żywotnych i awangardowych nurtów ciężkiego grania, reprezentowany był dotąd na OFF Festivalu tylko za sprawą Shining, połączony w nierozerwalnym uścisku z jazzrockiem. Nowojorska grupa Liturgy zaprezentuje black metal w najczystszej postaci i jego bezkompromisowej, amerykańskiej odmianie. Z jednej strony wściekle szybki i brutalny, ale z drugiej, czerpiący z rozwiązań muzyki współczesnej i ambientu. Jeśli się nie boicie, posłuchajcie "Renihilation", wydanego w 2009 roku albumu "Liturgy", by mieć przedsmak, tego co się wydarzy.

Barn Owl
Psychodelia, infradźwięki, drony. To jeszcze nie apokalipsa, ale już na pewno nie muzyka rockowa, jaką znacie. Pochodząca z San Francisco formacja Barn Owl to pilni uczniowie Earth i Sunn O)), choć sami chętniej przyznają się do czerpania inspiracji z muzyki Johna Coltrane'a. Ich trzeci album "Anestral Star", wydany jesienią 2010 roku przez Thrill Jockey, to fascynująca podróż przez granice muzyki i ludzkiej percepcji. Posłuchajcie płyty, którą – jak pisał recenzent "Drowned In Sound" – "wielu będzie podziwiać, ale niewielu prawdziwie pokocha", ale nie spodziewajcie się jej dokładnego odtworzenia na żywo, bo koncerty Barn Owl to w dużej mierze improwizacja. Również od was zależy, w jakim kierunku się potoczy.

Czesław Śpiewa Tesco Value
Czesław Mozil śpiewał już na OFF Festivalu, zarówno ze swoim własnym projektem, jak i gościnnie, u Efterklang. Tym razem postanowił przypomnieć (a tym, co nie mieli o tym pojęcia – udowodnić), że istniało życie przed żabką w betonie. Tesco Value była formacją, którą Mozil dowodził jeszcze w Kopenhadze, zanim odniósł sukces w Polsce i przeniósł się tu na dobre. To propozycja bardziej alternatywna i trudniejsza w odbiorze od tego, co robi jako Czesław Śpiewa. Zresztą… zobaczycie i usłyszycie sami.

Abradab gra Kaliber 44
Jeden z najlepszych polskich raperów przypomni utwory nieodżałowanej grupy Kaliber 44, którą sam współtworzył. Debiut śląskiej formacji – wydana w 1996 roku "Księga Tajemnicza: Prolog" – nie tylko pozostaje jednym z najlepszych rapowych albumów wydanych w tym kraju. To płyta, która odmieniła nie tylko losy hip-hopu nad Wisłą, ale polską muzykę rozrywkową w ogóle… Dwa lata później Kaliber 44 poszedł za ciosem wydając świetne "W 63 minuty dookoła świata", w 2000 roku ukazała się trzecia płyta "3:44" – a reszta jest historią. Abradab wraz ze swoją grupą ożywi ją dla nas na ten jeden wieczór.

The Jon Spencer Blues Explosion
Panie i panowie, prawdziwa legenda i sceniczna petarda zarazem! Nowojorskie trio, które od dwóch dekad imponuje energią i niesłychaną wręcz wszechstronnością. Na koncie mają współpracę z wszystkimi ważnymi, od Beck przez DJ Shadowa po Beastie Boys, a takie płyty jak "Crypt Style", " The Jon Spencer Blues Explosion" czy "Now I Got Worry" to już kanon gitarowego grania. Nie wiemy co prawda, jak nazwać tę wybuchową miksturę noise'u, punka, bluesa, garażowego rocka, rockabilly i bodaj każdej innej odmiany gitarowej muzyki, ale z dumą informujemy, że przed wystąpią przed wami pionierzy i niekwestionowani mistrzowie tego stylu: The Jon Spencer Blues Explosion!

Low
Mówią, że to najwolniej grający przedstawiciel nurtu slowcore, choć zespół sam niechętnie patrzy na tę szufladkę. Zresztą, ich najnowszy, dziewiąty album – "C'mon" – który ukaże się za tydzień nakładem Sub Pop, wymyka się wszystkim kategoriom. Z jednej strony Low nigdy nie mieli tak chwytliwych, niemal popowych melodii, z drugiej strony, jak zwykle zniewalają wokalnym duetem Alana Sparhawka i Mimi Parker. Czekamy na magiczny koncert tej niezwykłej formacji.

Neon Indian
Chillwave z Teksasu. Kiedy startuje się z przyznaną przez Pitchfork nalepką Best New Music, poprzeczka jest wyjątkowo wysoko. Ale dowodzona przez Alana Palomo formacja łatwo poradziła sobie z oczekiwaniami – ich albumem "Psychic Chasms" zachwycał się też magazyn "Rolling Stone", tytułując Neon Indian jednym z najgorętszych zespołów2010 roku. A kiedy opinia tych dwóch mediów idzie w parze, to już nie przelewki! Nowa płyta Neon Indian właśnie powstaje i być może ukaże się jeszcze przed OFF-em – póki co, zespół przypomniał o sobie niedawno rewelacyjnym wspólnym nagraniem z The Flaming Lips: "Is David Bowie Dying??"

Ringo Deathstarr
Teksańska formacja, która debiutanckim albumem "Colour Trip" dowiodła, że shoegaze nie jest ani taki martwy, ani taki niemodny jak go malują. Nie ukrywają, że czerpią inspiracje z My Bloody Valentine czy Slowdive, a A Place to Bury Strangers pewnie już obawiają się, że rośnie im mocna konkurencja. Z pożytkiem dla wszystkich fanów takiego grania.

Bielizna gra "Taniec lekkich goryli"
Bielizna pojawiła się w połowie lat 80. i od razu została zaliczona do czołowych formacji Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej. Wejście mieli mocne – ich pierwszy singel nosił tytuł "Terrorystyczne Bojówki" i mimo podejrzanego tekstu zrobił furorę za sprawą względnie wówczas niezależnej Rozgłośni Harcerskiej. Bielizna poszła za ciosem, w 1987 wydając debiutancki album zatytułowany "Taniec lekkich goryli", imponujący brzmieniami rzadko wówczas nad Wisłą słyszanymi i szokujący tekstami Jarosława Janiszewskiego. Na OFF-ie usłyszymy tę płytę w całości: od "W imieniu prawa" po "Prywatne życie kasjerki PKP".

Blonde Redhead
Nowojorska formacja, uważana nie bez podstaw za poważną konkurencję dla Sonic Youth. Kiedyś podopieczni kultowego labelu Touch & Go, dzisiaj w barwach 4AD, zawsze w poszukiwaniu nowych brzmień w obrębie gitarowego grania. Ich najnowszy album, wydany we wrześniu 2010 roku "Penny Sparkle", jest co prawda mniej hałaśliwy niż zwykle i bardziej przebojowy – za co pewnie odpowiadają producenci Alan Moulder (Depeche Mode) i Van Rivers & The Subliminal Kid (Fever Ray) – ale kto by narzekał na dobre piosenki?

Sebadoh
Lou Barlow polubił OFF Festival. Przed rokiem pieścił nasze uszy niskimi częstotliwościami generowanymi w ramach koncertu Dinosaur Jr, tym razem przyjeżdża ze swoim drugim zespołem – kultowym Sebadoh. Ich płyty, wydawane w latach 90. dla Sub Pop to dziś pomniki amerykańskiego niezależnego rocka. Jak chociażby "Bakesale" wydane właśnie jako reedycja z bonusami przez Domino (Sub Pop w Stanach). Równie wypasiona reedycja "Harmacy" w drodze.

Konono Nº1
Naprawdę nazywają się L'orchestre folklorique T.P. Konono Nº1 de Mingiedi, a na koncie mają współpracę m.in. z Björk i Herbie Hancockiem (za wspólne nagrania z nim dostali Grammy). Początki grupy sięgają ponoć latach 60., ich pierwsze zachowane nagranie to 1978 rok, ale na Zach odzie dostrzeżono kolektyw z Kinszasy dopiero w połowie ubiegłej dekady. Grają na wymyślonych przez siebie instrumentach muzykę, która jest oryginalną wariacją na temat rytualnych dźwięków Kongo.

Suuns
Jeszcze niedawno nazywali się Zeroes – stąd tytuł ich debiutanckiej płyty "Zeroes QC" – i niemal przez wszystkich wymieniani byli wśród największych muzycznych nadziei 2011. Nie zawiedli. Kwartet z Montreal nagrał album pełen niesamowitych, hipnotyzujących dźwięków, odwołujących się do krautrocka czy shoegaze, ale w pełni oryginalny i dojrzały. Już niedługo dowiemy się, czy Suuns są równie przekonujący na żywo. 

Dezerter
Legenda polskiego punk rocka, mimo 30 lat na karku, wciąż kopie z pełną siłą, niezmiennie walcząc z systemem, który zawłaszcza sobie nasze życie, uprzedzeniami i ignorancją. Wydany pod koniec ubiegłego roku al bum "Prawo do bycia idiotą" najlepszym tego dowodem. 

Blindead
Pierwszy polski zespół, który bez kompleksów wszedł w dialog z gigantami nurtu postmetalowego, ale interpretuje go na swój własny, oryginalny sposób. Porażający album koncepcyjny "Affliction XXIX II MXMVI" to jedna z najlepszych płyt w historii polskiego metalu.

Ballady i Romanse
Tytuł ich nowej płyty - "Zapomnij" - to prowokacja. Sióstr Wrońskich nie da się zapomnieć. Barbara (znana z Pustek) i Zuzanna to senne lo-fi (chodzi o nastrój, nie realizację), piosenka poetycka (chodzi o teksty nie harcerskie akordy) i awangardowe poszukiwania (chodzi o to, że im się chce) w jednym.

Très.b
Jeden z najważniejszych polskich debiutów ostatnich lat, chociaż skład międzynarodowy. Uroczej wokalistce i basis tce Misi Furtak towarzyszą dwaj importowani ze świata dżentelmeni. Indiepopowe piosenki grupy też są na światowym poziomie, czego dowodem zawartość albumu "The Other Hand".

Asi Mina
Piosenka poetycka, folk, elektronika, psychodelia… W świecie Asi Miny, czyli Asi Bronisławskiej (znanej też z Mołr Drammaz i The Complainer) wszystko jest możliwe, wszystko dopuszczalne, a dziecięca naiwność zderza się z awangardowym wizjonerstwem.

The Lollipops
Ich album "Hold!", wyprodukowany przez Marcina Borsa i Macieja Cieślaka, to prawdziwa sensacja. Kwintet z Olsztyna łączy odległe, bo osadzone w latach 50. echa raczkującego jeszcze rock'n'rolla z garażowym, brudnym brzmieniem gitar. Do tego dodajcie charyzmatyczną wokalistkę Katarzynę Staszko i mamy mocnego kandydata do tytułu Debiut Roku.

The Lollipops wystąpią na Trójkowej Scenie Prezydencji. Przypominamy, że Trójkowej Sceny Prezydencji dołączyły również formacje:

Frankie & The Heartstrings
To bardzo brytyjski – w sensie zarówno brzmienia, jak i pochodzenia – zespół, którego debiutancki album "Hunger", wyprodukowany przez Edwyna Collinsa, zachwycił zarówno krytyków, jak i fanów. "Hunger", jak każdy wielki album, będzie budził kontrowersje, ale wpuśćcie Frankiego do waszych serc, a pochłonie was w całości – zachwycała się albumem recenzentka "NME".

Magic Kids
Indie surf? Kwintet z Memphis, pilni uczniowie Beach Boys z ich najbardziej witalnego okresu. "To jest duch Ameryki sprzed Dylana i Beatlesów" – rekomendował grupę "The Guardian". Debiutancka płyta Magic Kids, wydana latem ubiegłego roku przez Matador, tylko to potwierdza.

Kamp!
Niewiele w ostatnich latach było równie spektakularnych debiutów – choć technicznie rzecz biorąc Kamp! jeszcze nie zadebiutowali, nie dużą płytą – na polskiej scenie alternatywnej. Wysmakowane brzmienie, chwytliwe melodie, światowa jakość. Ich single w sieci robią furorę, koncerty czarują niepowtarzalną atmosferą. Teraz Polska!

http://www.off-festival.pl

http://www.facebook.com/offfestival
http://www.myspace.com/offfestival
http://www.twitter.com/offfestival

Źródło: Materiały promocyjne organizatora

Facebook