Krystyna Janda - Monodram - "Ucho,gardło,nóż"

Krystyna Janda - Monodram - "Ucho,gardło,nóż"

To wydarzenie już się odbyło. Może zainteresują cię nasze inne propozycje.

Podobne imprezy znajdziesz w kategorii Teatr.

Spektakl - Kalina

Klub Atlantic, Gdynia

08.12.2016 - 22.12.2016

Teatr Czarnego Tła: "Ale... cyrk..."

Teatr Czarnego Tła, Chorzów

10.12.2016 - 18.12.2016

Wybuchowy monolog Tonki Babić z bratobójczą wojną na Bałkanach w tle. Bohaterka kontrowersyjnego „Ucho, gardło, nóż” to kobieta po pięćdziesiątce, która spędza bezsenną noc przed telewizorem. Zmienia kanały, komentując programy polityczne, seriale i filmy, ale jest w tym coś więcej niż tylko bezmyślne pstrykanie pilotem. Między jej słowami ukryta jest tęsknota za normalnością.
Ceny biletów:
    - 80zł, 60zł

Szczegóły wydarzenia

"UCHO, GADRŁO, NÓŻ" WG KRYSTYNY JANDY

Kto nie lubi Krystyny Jandy, kobiecej literatury i monodramów, ten może zmieni zdanie, kiedy obejrzy „Ucho, gardło, nóż” chorwackiej pisarki Vedrany Rudan w Teatrze Polonia w Warszawie. Spektakl o spustoszeniu, jakie poczyniły w psychice i życiu inteligentnej, wrażliwej kobiety przemoc, agresja i terroryzm, związany z wojną na Bałkanach. A nie jest to od początku do końca ponure przedstawienie.

Kiedy Janda (którą można spotkać w ciągu dnia w pomieszczeniu kasy jej teatru) spostrzega nobliwego, starszego pana, który chciałby kupić bilet na jej spektakl, to prosi, aby obejrzał poprzednią premierę „Stefcia Ćwiek w szponach życia”. Nic dziwnego – w warstwie słownej „Ucho, gardło, nóż” nie jest bowiem tzw. kulturalnym, łatwym dla każdego do przyjęcia przedstawieniem. Opowiada drastyczną historię za pomocą odpowiedniego do wspominanych sytuacji językiem. „Wściekła proza”, która stała się kanwą tego monodramu, została i tak złagodzona przez Jandę – adaptatorkę.

Sama Rudan – matka i nieszczęśliwa, latami bita przez własnego męża, żona – ujawniła przy okazji warszawskiej prapremiery, że napisanie powieści traktowała jako autoterapię, dzięki której nie strzeliła sobie w łeb.

Janda okiełznała nieco wypluwane przez ponad 50-letnią bohaterkę komentarze do bieżących dni, przeplatane wspomnieniami. Pełno w monologu Tonki Babić wulgaryzmów. Słowo na k… występuje zamiast przecinka w słowotoku okaleczonej psychicznie kobiety. Tonka na skutek przeżyć cierpi na bezsenność i nocami wysiaduje przed telewizorem – włączonym, tyle że bez fonii, aby niczego nie słyszeć. Bo wszystko już było, a teksty zmanipulowanej stacji i slogany polityków – zwłaszcza, kiedy usiłują usprawiedliwić zasadność wojen, bohaterka zna na pamięć. Ale u Jandy każde przekleństwo jest „na miejscu”, jest uzasadnione – Tonką, niby wypaloną wewnętrznie, nie oczekującą już teraz miłości, targają przecież silne emocje. W przeszłości wielokrotnie doświadczała upokorzenia i przemocy, nie tylko zresztą ze strony męża. W odruchu obronnym, żeby nie zwariować, sama stała się cyniczna, podstępna, wyuzdana. Czy doprowadziła się ostatecznie do samozniszczenia?

Nie uprzedzając finału, można na zachętę zdradzić środek, którym posłużyła się Janda jako reżyserka i wytrawna aktorka. Chodzi o wielofunkcyjny humor przewijający się przez spektakl, oczyszczającą ironię i żartobliwy sposób całkiem prywatnego zwracania się co pewien czas do widzów.

Świadoma mechanizmu oddziaływania na publiczność, Janda swobodnie ewokuje pożądane reakcje na poszczególne sceny. Po szoku wywołanym od początku przekleństwami, co pewien czas rozbawia widownię do łez, zwłaszcza przy historyjkach związanych z seksem. Bo to zawsze działa. Chwilami mamy złudzenie, że i sama Janda jest wtedy rozbawiona. A zaraz potem przekonująco dozuje gorycz, złość, rozpacz, by na powrót zmusić do refleksji. 

Źródło: Materiały promocyjne organizatora.

Facebook